Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 191 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Witam sredecznie na : na-drodze-do-szczescia.bloog.pl. Cieszę się, że wpadłaś/ eś na mojego bloga. Jeśli ci się podoba jego treść, to proszę zostaw komentarz. Ciebie to nic nie kosztuje, a mnie motywuje do dalszego pisania. Dziekuję i życzę miłej lektury.

Kategorie

CZĘŚĆ I 1. Już sama nie wiem gdzie mam się podziać, by poczuć się docenianą. By poczuć się ważną, a nie być popychadłem dla ludzi. Tak, tak właśnie się czuję. Gdzie pójść, do kogo pójść? Gdzie się schować? Cokolwiek. Znam tak wiele osób, a nikt nie jest osobą.... Nie wiem jak to powiedzieć. Chcę przyjaciela. Potrzebuje przyjaciela. Cz. 1

środa, 13 lutego 2013 20:01
Skocz do komentarzy

 

CZĘŚĆ I

Wydawało mi się, że te dziesięć minut trwało całą wieczność. Przytuliłam go mocno do siebie, aż prawie nie miałam czym oddychać. On też mnie mocno przytulił. Nie musieliśmy nic mówić. Kochałam go, a On mnie. Obydwoje wiedzieliśmy o tym. Był moją drugą połową serca, mojej duszy. Nagle usłyszeliśmy ogłuszający huk. Jego uścisk stał się silniejszy. Powiedział mi wtedy na ucho : Nie bój się. Zawsze będę przy tobie. A potem nagle Jego uścisk stracił na sile. Zobaczyłam Jego bezwładne ręce przy moich. Dopiero wtedy dodarło do mnie, że osłonił mnie własnym ciałem. Przed śmiertelnym strzałem. Że kochał mnie tak bardzo, że oddał za mnie swoje życie. A ja wtedy nie potrafiłam robić nic innego, tylko ciągle ciasno przytulać Jego ciało do swojego. Krztusiłam sięłzami i nie potrafiłam pojąć, że istnieją na świecie tak źli ludzie. Odebrali mi połowę serca i duszy. Pozostawiając niezdolną do dalszego funkcjonowania...

 

 

 

1. Już sama nie wiem gdzie mam się podziać, by poczuć się docenianą. By poczuć się ważną, a nie być popychadłem dla ludzi. Tak, tak właśnie się czuję. Gdzie pójść, do kogo pójść? Gdzie się schować? Cokolwiek. Znam tak wiele osób, a nikt nie jest osobą.... Nie wiem jak to powiedzieć. Chcę przyjaciela. Potrzebuje przyjaciela. Cz. 1

 

Dexter MacRay szedł chodnikiem, wyłożonym szarą, prostokątną kostką. Dzisiaj skczył pracę wcześniej i zaplanował, że całe popołudnie i wieczór spędzi z bliźniakami. Najpierw pójdą do kina, później na lody, a na koniec do parku Fens. Podążał obok placu zabaw, na którym bawiły się dzieci. Już z tej odległości zauważył burzę blond loczków należącą do Sama. Klęczał on w piaskownicy i budował imponujących rozmiarów zamek z piasku. Dexter rozejrzał się po pozostałej części obiektu w poszukiwaniu małej blondynki, ale nie znalazł jej w tłumie. Jedna z opiekunek zauważyła zbliżającego się mężczyznę i odeszła na chwilę od grupki dzieci przy huśtawkach.

- Dzień dobry! - przywitał wesoło kobietę.

- Dzień dobry! - odpowiedziała równie radośnie, ale Dexter wyczuł, że chce mu się przypodobać. - Coś się stało? Jest pan dzisiaj wcześniej.

- Nie. Na szczęście nic się nie stało. Chciałbym spędzić z dzieciakami dzisiejsze popołudnie. Udało mi się wcześniej skończyć, więc pomyślałem - czemu nie? A i dzieciakom na pewno się spodoba - dodał uprzejmie z uśmiechem.

- Na pewno - potwierdziła, po czym westchnęła cichutko. - Sam! - zawołała, próbując przekrzyczeć rozmowy przedszkolaków. Ale bezskutecznie, bo chłopiec niewzruszony dorabiał wieżyczki na piaskowej budowli.

- Może ja jdę do niego i odrazu zabiorę też Sarę? - zapytał,oddalając się w stronę chłopca. Ona pokiwała głową i odwróciła się w stronę huśtawek.

- Tutaj będzie pasowała czerwona chorągiewka - stwierdził z uśmiechem, umieszczając patyczek na jednej z wieżyczek. Jego uśmiech powiększył się, gdy chłopiec zauważył go i radośnie wykrzyczał jego imię, rzucając się mu na szyję, taką siłą, że Dex musiał się podeprzeć ręką.

- Gdzie Sara? - zapytał. Chłopiec uważnie rozejrzał się po przedszkolnym podwórku, ale jego szare oczy nie zauważyły siostry. Zaniepokojony spojrzał na Dextera i podrapał się po gęstych loczkach.

- Jeszcze przed chwilą siedziała pod drzewem. - Wskazał ubrudzoną piaskiem rączką na rozłożysty dąb.

- Może poszła do szkoły? Idź jej poszukaj i umyj ręce, a ja zabiorę z szatni wasze bluzy. - Dexter rozejrzał się jeszcze raz po podwórzu, ale zauważył tylko trzy dziewczynki w drogich ubraniach, które wychodziły z budynku, chichocąc i przybijając sobie piątki.

Zaczynał martwić się o Sarę. Gdzie teraz jest? Czy nic jej nie jest? - te pytania krążyły mu w głowie w drodze do szatni. Z zielonych wieszaków zabrał niebieską i zieloną bluzę oraz dwie czerwone czapki.

W tym samym czasie Sam szukał siostry. Był już w klasie, ale tam była tylko nauczycielka, która wypełniała jakieś papiery. Miał złe przeczucia. Dobrze to znał, bo gdy coś złego działo się jego siostrze, bolała go głowa i miał ochotę płakać.Wydawało mu się wtedy, że czuje to, co ona.

Szedł właśnie korytarzem, gdy usłyszał cichy szloch, pochodzący zza drzwi do toalety dziewczyn. Zawahał się. Dexter zawsze mu powtarzał, że chłopcom nie wolno tam wchodzić, ale z drugiej strony, jeśli tam jest Sara, to nie ma innego wyjścia. Rozejrzał się uważnie po korytarzu i umorusaną rączką chwycił białą klamkę.

Szloch był tutaj głośniejszy.

Chłopiec zauważył stos porozrzucanych kartek na podłodze i kilka połamanych kredek. Na niektórych kartkach rozpoznał rysunki Sary. Ale dlaczego są one porwane i pogniecione, a kredki połamane? Sara nigdy w życiu nie pozwoliłaby na coś takiego. Coś musiało się stać. I to coś poważnego - myślał mały blodnyn.

Otworzył pierwsze drzwi i zobaczył skuloną, obejmującą ramionami kolana postać siostry.

Płakała. Raz po raz pociągała nosem i drżała na całym ciele. Chłopca zdziwił fakt, że jej włosy, które zawsze zaplatała w warkocz, są rozczochrane. Sam natychmiast przytulił ją do siebie i zaczął odgarniać włosy z mokrej oraz zaczerwienionej od płaczu twarzy. Zauważył na jej czole rozcięcie i niedużego siniaka.

- Kto ci to zrobił? Co ci się stało? - zapytał zmartwiony.

- Nic, na prawdę - pociągnęła nosem. - Dexter przyszedł? - próbowała nieudolnie zmienić temat. Nie chciała denerwować brata swoimi problemami.

- Nie. Nie przyszedł - powiedział cicho. Postanowił skłamać. Może wtedy będzie bardziej skłonna do zwierzeń. - Kto ci to zrobił?

Ale ona odpowiedziała mu tylko cichutkim szlochem.

*

Dexter wyszedł z szatni i szybkim krokiem ruszył w głąb korytarza do wyjścia z nadzieją, że tam czekają na niego bliźniaki. Wyszedł zza zakrętu i wpadł na schludnie ubraną młodą kobietę o jasnych włosach, wytrącając jej z rąk dokumenty.

- Bardzo panią przepraszam - zaczął się tłumaczyć i pomagać zbierać papiery z podłogi. - Powinienem bardziej uważać i patrzeć, dokąd idę.

- Naprawdę nic się nie szkodzi - usłyszał jej odpowiedź i pomyślał, że kobieta ma bardzo przyjemny głos. Podał jej dokumenty. - Dziękuję panu bardzo. A pan jest...

- Opiekunem Sama i Sary - wyjaśnił krótko.

- Przepraszam, jeszcze nie znam dzieci z tego przedszkola. Niedawno dostałam tu drugi etat - wyjaśniła zakłopotana, bo nie wiedziała, o których dzieciach jest mowa.

- Tak też myślałem, bo wcześniej pani tu nie widziałem. A pani jest nową opiekunką?

- Nie. Nie opiekunką - zaśmiała się melodyjnie. - Jestem psychologiem i od niedawna obserwuję zachowania dzieci.

Ponad jej ramieniem zauważył wybiegającego z damskiej toalety chłopca. Gdy miał go upomnieć, że tam nie wolno mu wchodzić, zauważył jego zmartwioną minę. Sam biegł, wołając jego imię i zwracając przy tym uwagę pani psycholog.

- Dexter, chodź szybko - powiedział, ciągnąc go za rękaw jasnobłękitnej koszuli.

- Ale co się stało? - zapytał, przejęty jego zachowaniem.

- Sara... Ona... - Chłopiec nie potrafił opisać stanu siostry i miał już w oczach pierwsze łzy - Chodź szybko. Jest tam - wskazał otwarte drzwi.

- Przepraszam panią jeszcze raz za moją nieuwagę - powiedział uprzejmie, ale kolejne pociągnięcia za rękaw przywołały go do porządku - Do widzenia! - pożegnał się, a chłopca zapytał : - Powiesz mi wreszcie co się stało?

- Ja sam dokładnie nie wiem, ale... - Zniżył głos, ponieważ byli nieopodal wejścia. - Nie wierz jej, jeśli ci powie, że się potknęła albo coś, dobra? - Dexter był zdziwiony jego odpowiedzią, a może bardziej jego zachowaniem, przecież to jeszcze dziecko, a już w wieku pięciu lat wykazuje się taką odpowiedzialnością.

Pokiwał głową i wszedł do środka.

Zobaczył siedzącą na piętach małą blondynkę. Na czerwonej twarzy widniały ślady po zaschniętych łzach. Artystka zbierała porozrzucane rysunki i połamane kredki z podłogi. Dex zauważył, że nieudolnie próbowała zasłonić czoło włosami, przez co wchodziły jej one do oczu.

- Sara, co się stało? - zapytał. Złapał delikatnie jej chude nadgarstki, aby przerwała zbierać kartki.

- Wszystko jest w porządku - pociągnęła nosem. - Naprawdę - zapewniała cicho. Nie odważyła się mówić głośniej, bo bała się, że może to spotęgować ból głowy.

- Nie jestem tego taki pewny. - Puścił jeden nadgarstek, aby po chwili szybko i bez problemu trzymać oba w jednej dłoni. Odgarnął z jej twarzy kręcone blond włosy i jego oczom ukazało się spore rozcięcie i siniak. Krew na ranie zdążyła trochę przyschnąć, a siniak nabrał intensywny fioletowy odcień. W Dexterze zawrzało, a Sara spuściła wzrok zawstydzona.

- Kto ci to zrobił? - zapytał gniewnie, a artystka skrzywiła się. Głowa zabolała ją bardziej.

- Potknęłam się o sznurówki. - W myślach prosiła, żeby nie podnosił głosu. Dexter spojrzał na jej buty. Dobrze pamiętał, że kupował sznurowane obuwie, a dzieciaki zawsze chowały sznurówki pod języki. Teraz też tak było.

- Coś nie chce mi się w to wierzyć. - Puścił jej nadgarstki i szybkim ruchem zebrał kartki i pozostałości po kredkach do jej kolorowego plecaka.

- A teraz pojedziemy do szpitala zrobić badania i prześwietlenie - powiedział stanowczo, chociaż spodziewał się sprzeciwu. Wiedział, że Sara nie lubi szpitali, a jemu samemu kojarzyły się one z ostatnimi godzinami życia siostry.

- Nie! - krzyknęła, ale zaraz złapała się za głowę. - Ja nie chcę do szpitala - powiedziała zdecydowanie ciszej płaczliwym tonem.

- Bez dyskusji. Sam, nakładaj bluzę. Sara, ty też - podał im ubrania. Poszerzył trochę szelkę plecaka i przerzucił go sobie przez ramię. Przelotnie spojrzał na chłopca, który ze zmartwioną miną przyglądał się siostrze. Wziął dziewczynkę na ręce, a chłopca złapał za rękę i razem wyszli z budynku przedszkola do samochodu, zaparkowanego nieopodal.

*

Właśnie siedział na niewygodnym krześle pod drzwiami do gabinetu lekarza i czekał. Czuł się podobnie jak w dniu, kiedy jego siostrze przedwcześnie odeszły wody i czekał pod salą, w której na świat przychodziły bliźniaki.

- Nic jej nie będzie, prawda? - usłyszał ciche pytanie chłopca. Odwrócił twarz w jego stronę i spojrzał w szare, mądre oczy.

- Wyjdzie z tego. Na pewno - stwierdził przekonany. Sara jest silna, tak jak jej matka - dodał w myślach. Zresztą nie tylko ona. Sam też odziedziczył po niej tej cechę.

Po piętnastu minutach bezczynnego siedzenia - nie licząc badań - które wydawały się być dla nich obu wiecznością, wyszedł doktor w białym kitlu.

- Dziewczynka miała bardzo dużo szczęścia - zaczął, a zza niego powolnym krokiem wyszła blondynka i zbliżyła się do Dextera - Kilka cali w prawo, a nie byłoby teraz o czym rozmawiać. Dostała środek przeciwbólowy i założyłem trzy szwy. - Podał Dexterowi małe białe pudełko. - Proszę podawać jej pół tabletki dwa razy dziennie, ale jeżeli będzie bardzo narzekać na ból głowy, to jedną całą. Za dwa dni proszę przyjść na kontrolę. Ach, zapomniałbym. Chodzisz do szkoły? - zapytał przyjaznym tonem. Sara pokiwała lekko głową, widocznie senna i otumaniona przez leki. - Myślę, że przez najbliższy tydzień nie powinna chodzić do szkoły.

- Dobrze, zrozumiałem. Czy coś jeszcze?

- Nie. To już wszystko - powiedział, po czym uśmiechnął się nieznacznie. Dexter spojrzał na niego zdziwiony, ale podążył za jego wzrokiem. Rozczulił go widok Sama, który przytulał siostrę, a ona delikatnie odwzajemniła jego uścisk.

- Dziękuję. - Doktor pokiwał głową i wrócił do gabinetu. - A ty, artystka, powiesz mi teraz, kto ci to zrobił?

Chłopiec odsunął się od niej i zgodnie pokiwał głową.

- Nie jestem artystka - mruknęła zagniewana. Bardzo nie lubiła, gdy ktoś ją tak nazywał. Nie wiedzieć czemu, zawsze kojarzyło się jej to z czymś złym.

- Okay. To idziemy teraz do domu. - Wymienił z chłopcem znaczące spojrzenie.

Postarają się to wyciągnąć od niej w domu.

Ale nie dowiedzieli się nic.

*

W domu byli niewiele po 17:00 i wspólnie zjedli późny obiad. Dexter znowu musiał nakłaniać Sarę, żeby zjadła chociaż trochę więcej niż zwykle, ale na niewiele się to zdało. Od zawsze martwiło go to, że tak mało jadła. Był nawet w tej sprawie u lekarza, ale po dłuższym namyśle stwierdził, że nie będzie podawał artystce jakiś tabletek na apetyt. Widział, że źle znosi te środki przeciwbólowe, że stara się unikać leków, szpitali i lekarzy jak diabeł święconej wody.

Usiedli wszyscy razem na kanapie w salonie i włączyli telewizor. Przez chwilę oglądali jakiś prymitywny sitcom, który nikogo z nie bawił, więc wyłączyli odbiornik. Słyszeli melodię jakiejś amerykańskiej piosenki z kuchennego radia, które było włączone nawet w nocy. Sarze i Samowi zawsze kojarzyło się to z powrotem do domu: Dexter otwiera drzwi, oni siadają na szafce i ściągają buty, a z kuchni słyszą wiadomości nadawane przez wesołego spikera.

Cały wieczór Dexter uczył dzieciaki języka polskiego, który poznawały bardzo chętnie, pomimo trudności w wymowie. Uważał, że jeżeli on jest Polakiem i jego siostra też była, to dzieci powinny przynajmniej umieć mówić w tym języku. Bądź co bądź, też przynajmniej w połowie są Polakami. Przez jakiś czas mieszkał nawet w Polsce, ale przez rok nie mógł znaleźć dobrze płatnej pracy, więc wrócił do Stanów. Jego siostra świeżo po studiach dostała posadę kierowniczki oddziału BayBanks przy Kenmore Square, a on zatrudnił się jako monter linii telefonicznych.

W poniedziałek udało mu się załatwić wolne w pracy, żeby zostać z dziećmi. Nie z Sarą, ale z dwójką, bo są tak ze sobą zżyci, że jedno bez drugiego nie jest w stanie wysiedzieć kilku godzin w szkole. Czasami śmiał się, jak to będzie, gdy będą dorośli i założą własne rodziny - jak wtedy będą żyć bez siebie.

W następne dni prosił o pomoc a to sąsiadkę, a to żonę kolegi ze studiów, więc jakoś dawał radę. „ Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.” - jak to mówił Hasek.

 

*******

Pierwsza część rozdziału, który pierwotnie był jednym dwunasto-stronicowym tekstem, ale postanowiłam go podzielić na dwie części. Oby dwie dodam dzisiaj. Więcej informacji pod drugą częścią rozdziału.

 

 

Podziel się
oceń
5
1


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

niedziela, 21 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  31 743  

Publikacja następnej części opowiadania za :

Statystyki

Odwiedziny: 31743
Wpisy
  • liczba: 8
  • komentarze: 260
Bloog istnieje od: 1843 dni

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

O mnie

Jaga20098
Nauczyłam się płakać w myślach, tam nie muszę się nikomu tłumaczyć.
***
PROSZĘ NIE KOPIOWAĆ, WSZYSTKO JEST MOJEGO AUTORSTWA I BARDZO PROSZĘ TO USZANOWAĆ.

O moim bloogu

Opowiadanie o dziewczynce, która aby znaleźć szczęście w życiu, musiała bardzo dużo wycierpieć. Pragnie znaleźć szczęście, ale utrudniają jej to źli ludzie. Kiedy po raz pierwszy się zakochuje, jej św...

więcej...

Opowiadanie o dziewczynce, która aby znaleźć szczęście w życiu, musiała bardzo dużo wycierpieć. Pragnie znaleźć szczęście, ale utrudniają jej to źli ludzie. Kiedy po raz pierwszy się zakochuje, jej świat obraca się o 180 stopni. Jak bez drogowskazów ma znaleźć drogę do szczęścia?

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki