Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 191 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Witam sredecznie na : na-drodze-do-szczescia.bloog.pl. Cieszę się, że wpadłaś/ eś na mojego bloga. Jeśli ci się podoba jego treść, to proszę zostaw komentarz. Ciebie to nic nie kosztuje, a mnie motywuje do dalszego pisania. Dziekuję i życzę miłej lektury.

Kategorie

1.2 Już sama nie wiem gdzie mam się podziać, by poczuć się docenianą. By poczuć się ważną, a nie być popychadłem dla ludzi. Tak, tak właśnie się czuję. Gdzie pójść, do kogo pójść? Gdzie się schować? Cokolwiek. Znam tak wiele osób, a nikt nie jest osobą.... Nie wiem jak to powiedzieć. Chcę przyjaciela. Potrzebuje przyjaciela. Cz. 2

środa, 13 lutego 2013 20:04
Skocz do komentarzy

 

1.2 Już sama nie wiem gdzie mam się podziać, by poczuć się docenianą. By poczuć się ważną, a nie być popychadłem dla ludzi. Tak, tak właśnie się czuję. Gdzie pójść, do kogo pójść? Gdzie się schować? Cokolwiek. Znam tak wiele osób, a nikt nie jest osobą.... Nie wiem jak to powiedzieć. Chcę przyjaciela. Potrzebuje przyjaciela. Cz. 2

[ to jest druga część pierwszego rozdziału, pierwsza jest wcześniej :) ]

 

Claire w poniedziałkowy poranek przeżyła małe rozczarowanie. Okazało się, że dwoje przeczkolaków o nazwisku MacRay będzie nieobecnych przez najbliższy tydzień. Claire miała do końca czerwca obserwować zachowania dzieci i ewentualnie pomagać rozwiązywać problemy.

Dzięki swojej doskonałej wampirzej pamięci znała imię każdego malucha. Douglas ostrzegał ją, że dzieci posiadają bardzo słodki i intensywny zapach. I na prawdę tak było, ale nie potrafiłaby po tylu latach nauki wstrzemięźliwości od ludzkiej krwi spojrzeć na człowieka, a tym bardziej na dziecko jak na obiad czy deser. Wiedziała, że wyrzuty sumienia wyżarłyby jej mózg, a ona sama z rozpaczy pewnie popełniłaby samobójstwo, co dla wampira nie jest tak łatwe jak dla człowieka.

Claire wiedziała, że nie wszystkie dzieci lubią siebie nawzajem, ale była szczerze zdziwiona zachowaniem trzech dziewczynek z grupy, które były wyraźnie faworyzowane przez opiekunki. Raz nawet wyłapała w ich rozmowie słowa: "Dobrze, że tak zrobiłyśmy tej Sarze. Teraz przez tydzień a może nawet i dłużej będziemy miały spokój." Nie wiedziała jak ma to interpretować, więc postanowiła poczekać z ewentualną interwencją do powrotu MacRay'ów.

W następny poniedziałek, gdy przyszła do pracy, wszystkie dzieci były obecne. Powolnym ludzkim krokiem weszła do sali i rozejrzała się po niej, nawiązując krótką rozmowę z rudowłosą opiekunką.

Wyjrzała przez duże okno. Na placu zabaw skąpanym w blasku późnowiosennego słońca bawiły się dzieci. Biegały, krzyczały, śpiewały, bawiły się w piaskownicy. Zwróciła twarz w stronę kobiety, która poprosiła ją o dokończenie uzupełniania dziennika i zerkanie od czasu do czasu na Sama i Sarę.

Claire, dopiero - gdy opiekunka wyszła na dwór - dostrzegła dwie małe postacie siedzące przy stoliku. Obydwoje mieli bardzo kręcone, jasne blond włosy.

- Jeśli chcesz, to idź na dwór - powiedziała cicho dziewczynka, a Claire, pomimo dużej odległości, usłyszała wszystko.

- Nie. Zostanę z tobą - upierał się chłopiec, chociaż raz po raz spoglądał na bawiące się na dworze dzieci. Dziewczynka odłożyła zieloną kredkę i spojrzała na niego.

Claire, pomimo że dziewczynka była teraz odwrócona do niej bokiem, nie widziała jej twarzy za sprawą jej gęstych włosów.

- Nie, idź. Na prawdę. To że dzisiaj nie mogę wyjść na dwór, nie znaczy, że ty też musisz się tu ze mną kisić - namawiała go.

- Ale jesteś moją siostrą.

- Jezu, aleś ty uparty...

- Tak jak ty - mruknął cicho, ale dziewczynka chyba tego nie usłyszała.

- I jeśli nie wyjdziesz po dobroci, to użyję siły - starała się żeby zabrzmiało to groźnie, ale w odpowiedzi chłopiec złapał ją za ramię i delikatnie nim potrząsnął.

- Ty? Siły? Już Kalosz ma więcej siły - zaśmiał się.

Przez chwilę walczyli na spojrzenia. W końcu chłopiec odwrócił wzrok.

- Ha! Wygrałam! - wykrzyknęła zadowolona. - A teraz idź na dwór.

- Zobaczysz. Kiedyś to ja wygram - mruknął zły.

- Kiedyś to takie małe nigdy. – Po chwili, gdy chłopiec był już przy drzwiach, dodała w taki sposób, jakby chwaliła psa za podanie łapy: - Dobry Sam, dobry.

Claire zaśmiała się cicho. Ta mała ma w sobie coś, co przyciąga uwagę. Postanowiła później uzupełnić dzienniki i porozmawiać z dziewczynką.

- Dzień dobry - przywitała się przyjemnym dla ucha głosem. Dziewczynka obróciła się za siebie zdziwiona. Widziała przecież jak ruda - tak nazywała jedną z opiekunek - wychodziła na dwór.

- Dzień dobry - odpowiedziała.

Przez ten tydzień nabawiła się nawyku częstego poprawiania włosów w taki sposób, aby zasłonić jak największą część opatrunku. Teraz też wykonała ten gest. Przez chwilę układała włosy tak, aby nie wchodziły jej do oczu.

- Dlaczego nie bawisz się z innymi dziećmi?

Sara postanowiła, że powie tylko pół prawdy.

- Dzisiaj świeci słońce, a niedawno skończyły mi się leki. Mam alergię. A po za tym dziś i tak miało być pochmurnie - powiedziała naburmuszona. Chciała zmarszczyć czoło, ale w porę przypomniała sobie o opatrunku.

Nie powiedziała jej o tym, że żadne z dzieci nie chciałoby się z nią bawić.

- Dlaczego dziś miało być pochmurnie?

- Bo tak mówiła pani w pogodzie. Wczoraj.

- Rysujesz coś? - zapytała. Ostrożnie położyła dłonie na blacie stolika i zbliżyła się do niej, aby zobaczyć co narysowała. Ale Sara w porę odwróciła kartkę.

- Nie.

- Przecież widziałam. - Uśmiechnęła się do niej przyjaźnie.

- Ale pani nie może tego zobaczeć.

- Dlaczego? - zdziwiła się Claire. Pomyślała, że dziewczynka jest niesmiała.

- Bo jak pani zobaczy jak rysuję, to przestanie się do mnie odzywać. Tak jak ruda. A z panią fajnie się rozmawia. - Po chwili dotarło do niej jak nazwała opiekunkę. - Ups. - Zarumnieniona, spuściła wzrok.

Claire zastanawiała się dlaczego wcale nie patrzy w jej oczy. Nawet nie zwróciła większej uwagi na to, jak nazwała opiekunkę.

- Dlaczego tak jak ruda? - zapytała Claire, marszcząc brwi.

- Bo na początku, jak nie widziała tych moich bazgrołów, nie traktowała mnie jak odludka - wyznała cicho.

- Ja się od ciebie nie odwrócę. Naprawdę - dostrzegła, że dziewczynka na nią spojrzała. Wtedy zauważyła coś dziwnego. Jej oczy, najpierw szare, przybrały jasnobłękitny odcień. Sara w ślimaczym tempie odwróciła kartkę i powiedziała cicho, jakby do siebie:

- Ryzyk - fizyk. - Podchwyciła ten zwrot od Dextera.

Sara była trochę zdziwiona. Nie pokazywała swoich rysunków nikomu prócz Sama i Dextera. Bardzo obawiała się jej reakcji. Nie chciała ponownie usłyszeć, że powinna zacząć zachowywać się normalnie, że ma się nie popisywać. Ona często przelewała swoje uczucia właśnie na kartkę.

- A kto to jest? - Claire zauważyła, że dziewczynka się denerwuje i chciała ją jakoś rozluźnić.

Na rysunku zobaczyła małego, rudego psa, który siedział na trawie. Był to przeciętny kundelek. Miał jeszcze niepokolorowane dwie łapki, ogon i łeb.

- To jest Kalosz, nasz pies. Jest bardzo fajny. Zawsze słucha jak się do niego mówi. A jak przychodzimy do domu, to zawsze się cieszy i skacze. Bardzo wysoko. Nie raz mnie przy tym przewrócił - zaśmiała się. Bardzo lubiła tego psa.

- Bardzo ładnie rysujesz - powiedziała Claire zgodnie z prawdą.

Zwierzę było bardzo realistyczne i wcale niepodobne do rysunków innych dzieci, które widziała w ubiegłym tygodniu. Jej styl rysowania był może na poziomie gimnazjum - rysowała tak dobrze jak gimnazjaliści.

- Eee tam... - machnęła ręką. - Niech pani zobaczy jak Sam buduje zamki. One to są dopiero ładne.

- A który to Sam?

- Ten cały w piasku i bardzo podobny do mnie.

*

Dzieci właśnie wracały do budynku przedszkola na obiad. Sam odnalazł siostrę i szybko się do niej zbliżył. Z ulgą stwierdził, że nic się jej nie stało. Szturchnął ją lekko łokciem i uśmiechnął się. Sara odwróciła się do brata i też go szturchnęła, ale z mniejszą siłą. Maluchy ustawiły się parami, opiekunki przeliczyły je i wszyscy udali się na stołówkę.

Sam był oczywiście w parze z Sarą. Trzymali się za ręce i szli na szarym końcu.

- Co ty masz takie zimne ręce? - zapytał. Zaczął pocierać jej dłoń do momentu, gdy jej nie zabrała.

- Są normalne. - Wzruszyła ramionami. Złapała go ponownie za dłoń.

Sam miał dobry humor. Rozhuśtał ich złączone dłonie i zobaczył delikatny uśmiech na twarzy siostry, kiedy ścisnęła jego dłoń. Szli ramię w ramię, a ich ręce opadały, to wznosiły się. Gdy byli prawie przed drzwiami do stołówki, uderzyli podążającą za nimi rudą opiekunkę.

- Uważajcie, jak chodzicie - fuknęła, a po cichu, myśląc że nie słyszą (dodała ): Mali gówniarze i smarkacze.

Bliźniaki spojrzały na siebie. Sam zdziwiony, a Sara przyzwyczajona.

- Nie przejmuj się. Ona tak zawsze - wzruszyła ramionami, jakby to była naturalna reakcja opiekunki.

- Jak to zawsze? - zapytał ją cicho, gdy zajęli swoje miejsca.

- No, normalnie. Nie każdy musi cię lubić, to znaczy mnie. Przyzwyczaiłam się - zaczęła jeść zupę, ale po pierwszej łyżce skrzywiła się. - Fuj, niedobra ta zupa.

- Dla ciebie nic jest nie dobre - skomentował chłopiec.

- Zrobimy tak jak zwykle? - spytała go cicho. Siedziała pochylona nad talerzem i wodziła łyżką po zupie.

- Nie - sprzeciwił się chłopiec. - Ty nigdy nic nie jesz a musisz coś jeść. Dexter kazał mi cię przypilnować.

- Ale to jest niedobre. - Dziewczynka zatopiła się na chwilę w myślach. - Słuchaj, zjesz teraz moją porcję, a ja za to zjem obiad w domu, co? Proszę. - Uderzyła lekko kolanem jego kolano.

- Ale na pewno? - wolał się upewnić. To, co robił Dexter jadała chętniej, niż jedzenie ze szkolnej stołówki.

- Na pewno - potwierdziła. Gdy opiekunki nie patrzyły w ich kierunku, zamienili się talerzami.

*

Gdy wrócili do domu zdjęli buty i postawili je pod ścianą. Z kuchennego radia dochodziły popołudniowe wiadomości. Sara starała się nie przewrócić w drodze do salonu, bo Kalosz bardzo entuzjastycznie okazywał swoją radość.

- Sara, wypuść psa do ogrodu! - zawołał Dexter z kuchni. Dziewczyna posłusznie wyszła z Kaloszem do ogrodu.

- Sarze nałóż trochę więcej - powiedział Sam do mężczyzny, który nakładał spaghetti na talerze.

- Ale ona i tak nie zje wszystkiego.

- Dzisiaj zje wszystko. - Dexter nie wierzył w słowa chłopca. - Naprawdę. Mogę się nawet z tobą założyć.

Dexter nic nie odpowiedział, ale nałożył równe porcje dzieciakom. Sara przyszła do kuchni, spojrzała na swój talerz i skrzywiła się. Posłała gniewne spojrzenie bratu i w milczeniu zajęła swoje miejsce.

- Smacznego - mruknęła.

Była zła. Ten łobuz specjalnie wpłynął na Dextera, żeby nałożył jej tak dużo jedzenia. Przecież nie jest tak głodna, żeby zjeść cały talerz spaghetti. Ale obiecała a ona zawsze dotrzymuje słowa. Tak jak Dexter.

Po godzinie i dwudziestu minutach Sara opróżniła zawartość talerza. Odetchnęła głęboko i położyła głowę na stole.

- Wiesz co, artystka? Jestem z ciebie dumny. Chyba pierwszy raz zjadłaś cały obiad - nabijał się z niej chłopiec.

W odpowiedzi mruknęła coś niewyraźnie. Nie miała nawet siły złościć się na brata za to, że nazwał ją artystką.

- Ale to dobrze, chyba częściej będę za ciebie jadł tą okropną zupę. - żartował dalej.

- Łobuzie, siedź cicho - syknęła, rozłoszczona. Sam nie lubił, kiedy nazywano go łobuzem, tak, jak ona nie lubiła, gdy ktoś mówił na nią artystka.

- Co powiedziałaś?

- To, co słyszałeś, ŁOBUZIE! - Ostatnie słowo specjalnie zaakcentowała.

- Dzieciaki! Spokój! - powiedział głośniej Dexter. - O co chodzi z tą zupą?

Sara kopnęła pod stołem brata w nogę. Zrozumiał, że ma nic nie mówić.

*

Wieczorem Dexter siedział na kanapie i oglądał powtórkę finałowego meczu NBA Bulls - Sonics. W przerwie odgrzał sobie w mikrofali udko kurczaka. Usiadł ponownie na swoim miejscu i znużony patrzył w ekran telewizora. Gdy kończyła się reklama leku na gorączkę dla dzieci, usłyszał ciche powolne kroki na schodach. Po chwili Sara oparła się wezgłowie po prawej stronie jego głowy.

- Co oglądasz? - zapytała cicho.

- Mecz, ale teraz są reklamy. - powiedział odkładając talerz na stolik.

- A fajny?

- Nie musisz udawać, że cię to interesuje. - Uśmiechnął się do niej ciepło. - Chodź do mnie - poklepał miejsce obok siebie.

Sara ubrana była już w piżamę. Miała poskręcane i wilgotne włosy. A gdy usiadła poczuł, że za gumką od spodni schowała szczotkę do włosów.

- Kalosz jest w ogrodzie?

- Tak...

- Chce ci się spać? - zapytał, odgarniając jej włosy z czoła.

- Trochę - przyznała cicho. - Pomożesz mi uczesać włosy?

- Jasne - dziewcznyka podała mu szczotkę, ziewając szeroko. - Narysowałaś coś dzisiaj?

- Tak. Naszego psa.

- A spróbuj powiedzieć to po polsku - chciał, aby trochę poćwiczyła język. - Ale pełnym zdaniem.

- Czekaj. To będzie... Czekaj. Nie podpowiadaj - zaczęła przypominać sobie odpowiednie słowa, wykręcając jednocześnie palce. - To będzie "Ja narycsowałam mojego pca dźisiaj."

- Prawie dobrze. Tylko nie "narycsowałam" a "narysowałam", nie "pca" a "psa", i nie "dźisiaj" a dzisiaj. Powtórz - mówił rozczesując jej długie blond włosy. Dziewczynka powtarzała kilka razy, ale jej nie wychodziło. Dopiero gdy przeliterowała te wyrazy, prawie bezbłędnie powtórzyła zdanie.

- Dziwny trochę jest ten język. Ale fajny - podsumowała Sara.

Dexter skończył czesać jej włosy i odprowadził ją do pokoju. Gdy zniknęła za drzwiami, z łazienki wyszedł Sam.

- Myślałem, że się tam utopiłeś - powiedział Dexter, czochrając jego włosy.

- Nie - zaśmiał się. - Sara śpi?

- Tak. Ty też się już kładź. Jutro rano idziesz do szkoły, łobuzie.

- Tylko nie łobuzie, błagam - chłopiec złożył ręce jak do modlitwy, po czym ziewnął szeroko.

- Dobranoc.

- Jasne, jasne - odpowiedział chłopiec, a gdy miał już wchodzić do pokoju powiedział głośnym szeptem: - Tylko się tam nie utop.

Tak samo zadziorny jak matka, pomyślał Dexter, wchodząc do łazienki.

Sam po omacku podszedł do łóżka siostry i stwierdził, że już śpi. Sara zawsze miała lekki sen i byle głośniejszy dźwięk ją budził. Niezdarnie zlokalizował jej czoło i złożył na nim małego całusa, mówiąc : miłych snów i położył się do swojego łóżka.

*

W nocy Sarę obudził wiatr. Poruszał on gałęziami drzew, jakby naśladował upiorne szepty nocnych stworzeń. Przez chwilę patrzyła w ciemnościach na sufit i próbowała znaleźć kształty fluorescencyjnych gwiazdek, ale zobaczyła je tylko dwa razy, gdy światła reflektorów samochodów, które przejeżdżały pod ich domem, wpadały do pokoju. Po chwili poczuła lekkie szczypanie w prawej dłoni. Wiedziała, co to oznaczało. Wyczołgała się spod ciepłej kołdry i wygrzebała spod łóżka małe pudełko po butach. Ukratkiem sprawdziła, czy Sam dalej śpi.

Spał.

Pod tym względem byli przeciwnościami. Ona miała lekki sen, a brat tak mocny, że gdyby go wynieśli z domu, on spałby dalej.

Z pudełka wyjęła przyjemne w dotyku ubranie i założyła je, po czym wyszła na korytarz. Z sypialni Dextera dochodziło ciche pochrapywanie, więc pewnym krokiem przez okno w piwnicy opuściła dom.

 

*******

Przepraszam, że musieliście tak długo czekać na rozdział pierwszy, ale dopiero zaczęłam ferie i miałam chwilę czasu, aby wnieść ostatnie poprawki. Nareście znalazłam Betę i bardzo dziękuję jej za pomoc. Sama nie wyłapałabym tylu błędów, a dzięki Niej tekst jest bardziej czytelny - jeśli wiecie o co mi chodzi.

Podzieliłam rozdział na dwie części, ponieważ spotkałam się z taką opinią, iż czytelnicy, gdy zobaczą tak długi tekst, po prostu wychodzą ze strony. Mam nadzieję, że nie rozczarowaliście się, że nie zaczęłam od zdarzeń w Prologu. Ale wzorowałam się na Prologu w książce ( który opisuje późniejsze zdarzenia ) a nie tak jak na niektorych blogach, które w Prologach kródko opisują akcję i bohaterów.

1. Przed tym rozdziałem dodałam notkę z bohaterami i kródką informacją, jeśli chcecie możecie tam zajrzeć.

2. Jak podoba wam się nowy wygląd bloga? Nie jest za ciemno?

3. Liczę na to, że i pod tym rozdziałem będę mogła zobaczeć wasze licze opinie. Więc komentujcie. To nic was nie kosztuje, a mnie motywauje do dalszego pisania. :)

4. Chiałabym przeprosić posiadaczy blogów na blogspot.com, który zostawili u mnie komentarz - za to, że nie skomentowałam ich blogów. Ale mój komputer zwariował i gdy wchodzę na jakiegoś bloga z blogspot.com ; on po prostu się wyłącza. Postaram się coś zrobić w tym kierunku, ale jeszcze nic nie obiecuję. : (

5. A jeszcze jedno. Nie wiem czy każdy ma do mnie kontakt. Mój nr GG 35222771 , a E-mail jaga20098@wp.pl - Jeśli macie jakieś pytania, to zadawajcie je śmiało. Ja nie gryzę ( he he ).

Do następnego

jaga20098

 

 

 

Podziel się
oceń
11
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

niedziela, 21 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  31 750  

Publikacja następnej części opowiadania za :

Statystyki

Odwiedziny: 31750
Wpisy
  • liczba: 8
  • komentarze: 260
Bloog istnieje od: 1843 dni

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

O mnie

Jaga20098
Nauczyłam się płakać w myślach, tam nie muszę się nikomu tłumaczyć.
***
PROSZĘ NIE KOPIOWAĆ, WSZYSTKO JEST MOJEGO AUTORSTWA I BARDZO PROSZĘ TO USZANOWAĆ.

O moim bloogu

Opowiadanie o dziewczynce, która aby znaleźć szczęście w życiu, musiała bardzo dużo wycierpieć. Pragnie znaleźć szczęście, ale utrudniają jej to źli ludzie. Kiedy po raz pierwszy się zakochuje, jej św...

więcej...

Opowiadanie o dziewczynce, która aby znaleźć szczęście w życiu, musiała bardzo dużo wycierpieć. Pragnie znaleźć szczęście, ale utrudniają jej to źli ludzie. Kiedy po raz pierwszy się zakochuje, jej świat obraca się o 180 stopni. Jak bez drogowskazów ma znaleźć drogę do szczęścia?

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki