Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 191 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Witam sredecznie na : na-drodze-do-szczescia.bloog.pl. Cieszę się, że wpadłaś/ eś na mojego bloga. Jeśli ci się podoba jego treść, to proszę zostaw komentarz. Ciebie to nic nie kosztuje, a mnie motywuje do dalszego pisania. Dziekuję i życzę miłej lektury.

Kategorie

1.2 Już sama nie wiem gdzie mam się podziać, by poczuć się docenianą. By poczuć się ważną, a nie być popychadłem dla ludzi. Tak, tak właśnie się czuję. Gdzie pójść, do kogo pójść? Gdzie się schować? Cokolwiek. Znam tak wiele osób, a nikt nie jest osobą.... Nie wiem jak to powiedzieć. Chcę przyjaciela. Potrzebuje przyjaciela. Cz. 2

środa, 13 lutego 2013 20:04

 

1.2 Już sama nie wiem gdzie mam się podziać, by poczuć się docenianą. By poczuć się ważną, a nie być popychadłem dla ludzi. Tak, tak właśnie się czuję. Gdzie pójść, do kogo pójść? Gdzie się schować? Cokolwiek. Znam tak wiele osób, a nikt nie jest osobą.... Nie wiem jak to powiedzieć. Chcę przyjaciela. Potrzebuje przyjaciela. Cz. 2

[ to jest druga część pierwszego rozdziału, pierwsza jest wcześniej :) ]

 

Claire w poniedziałkowy poranek przeżyła małe rozczarowanie. Okazało się, że dwoje przeczkolaków o nazwisku MacRay będzie nieobecnych przez najbliższy tydzień. Claire miała do końca czerwca obserwować zachowania dzieci i ewentualnie pomagać rozwiązywać problemy.

Dzięki swojej doskonałej wampirzej pamięci znała imię każdego malucha. Douglas ostrzegał ją, że dzieci posiadają bardzo słodki i intensywny zapach. I na prawdę tak było, ale nie potrafiłaby po tylu latach nauki wstrzemięźliwości od ludzkiej krwi spojrzeć na człowieka, a tym bardziej na dziecko jak na obiad czy deser. Wiedziała, że wyrzuty sumienia wyżarłyby jej mózg, a ona sama z rozpaczy pewnie popełniłaby samobójstwo, co dla wampira nie jest tak łatwe jak dla człowieka.

Claire wiedziała, że nie wszystkie dzieci lubią siebie nawzajem, ale była szczerze zdziwiona zachowaniem trzech dziewczynek z grupy, które były wyraźnie faworyzowane przez opiekunki. Raz nawet wyłapała w ich rozmowie słowa: "Dobrze, że tak zrobiłyśmy tej Sarze. Teraz przez tydzień a może nawet i dłużej będziemy miały spokój." Nie wiedziała jak ma to interpretować, więc postanowiła poczekać z ewentualną interwencją do powrotu MacRay'ów.

W następny poniedziałek, gdy przyszła do pracy, wszystkie dzieci były obecne. Powolnym ludzkim krokiem weszła do sali i rozejrzała się po niej, nawiązując krótką rozmowę z rudowłosą opiekunką.

Wyjrzała przez duże okno. Na placu zabaw skąpanym w blasku późnowiosennego słońca bawiły się dzieci. Biegały, krzyczały, śpiewały, bawiły się w piaskownicy. Zwróciła twarz w stronę kobiety, która poprosiła ją o dokończenie uzupełniania dziennika i zerkanie od czasu do czasu na Sama i Sarę.

Claire, dopiero - gdy opiekunka wyszła na dwór - dostrzegła dwie małe postacie siedzące przy stoliku. Obydwoje mieli bardzo kręcone, jasne blond włosy.

- Jeśli chcesz, to idź na dwór - powiedziała cicho dziewczynka, a Claire, pomimo dużej odległości, usłyszała wszystko.

- Nie. Zostanę z tobą - upierał się chłopiec, chociaż raz po raz spoglądał na bawiące się na dworze dzieci. Dziewczynka odłożyła zieloną kredkę i spojrzała na niego.

Claire, pomimo że dziewczynka była teraz odwrócona do niej bokiem, nie widziała jej twarzy za sprawą jej gęstych włosów.

- Nie, idź. Na prawdę. To że dzisiaj nie mogę wyjść na dwór, nie znaczy, że ty też musisz się tu ze mną kisić - namawiała go.

- Ale jesteś moją siostrą.

- Jezu, aleś ty uparty...

- Tak jak ty - mruknął cicho, ale dziewczynka chyba tego nie usłyszała.

- I jeśli nie wyjdziesz po dobroci, to użyję siły - starała się żeby zabrzmiało to groźnie, ale w odpowiedzi chłopiec złapał ją za ramię i delikatnie nim potrząsnął.

- Ty? Siły? Już Kalosz ma więcej siły - zaśmiał się.

Przez chwilę walczyli na spojrzenia. W końcu chłopiec odwrócił wzrok.

- Ha! Wygrałam! - wykrzyknęła zadowolona. - A teraz idź na dwór.

- Zobaczysz. Kiedyś to ja wygram - mruknął zły.

- Kiedyś to takie małe nigdy. – Po chwili, gdy chłopiec był już przy drzwiach, dodała w taki sposób, jakby chwaliła psa za podanie łapy: - Dobry Sam, dobry.

Claire zaśmiała się cicho. Ta mała ma w sobie coś, co przyciąga uwagę. Postanowiła później uzupełnić dzienniki i porozmawiać z dziewczynką.

- Dzień dobry - przywitała się przyjemnym dla ucha głosem. Dziewczynka obróciła się za siebie zdziwiona. Widziała przecież jak ruda - tak nazywała jedną z opiekunek - wychodziła na dwór.

- Dzień dobry - odpowiedziała.

Przez ten tydzień nabawiła się nawyku częstego poprawiania włosów w taki sposób, aby zasłonić jak największą część opatrunku. Teraz też wykonała ten gest. Przez chwilę układała włosy tak, aby nie wchodziły jej do oczu.

- Dlaczego nie bawisz się z innymi dziećmi?

Sara postanowiła, że powie tylko pół prawdy.

- Dzisiaj świeci słońce, a niedawno skończyły mi się leki. Mam alergię. A po za tym dziś i tak miało być pochmurnie - powiedziała naburmuszona. Chciała zmarszczyć czoło, ale w porę przypomniała sobie o opatrunku.

Nie powiedziała jej o tym, że żadne z dzieci nie chciałoby się z nią bawić.

- Dlaczego dziś miało być pochmurnie?

- Bo tak mówiła pani w pogodzie. Wczoraj.

- Rysujesz coś? - zapytała. Ostrożnie położyła dłonie na blacie stolika i zbliżyła się do niej, aby zobaczyć co narysowała. Ale Sara w porę odwróciła kartkę.

- Nie.

- Przecież widziałam. - Uśmiechnęła się do niej przyjaźnie.

- Ale pani nie może tego zobaczeć.

- Dlaczego? - zdziwiła się Claire. Pomyślała, że dziewczynka jest niesmiała.

- Bo jak pani zobaczy jak rysuję, to przestanie się do mnie odzywać. Tak jak ruda. A z panią fajnie się rozmawia. - Po chwili dotarło do niej jak nazwała opiekunkę. - Ups. - Zarumnieniona, spuściła wzrok.

Claire zastanawiała się dlaczego wcale nie patrzy w jej oczy. Nawet nie zwróciła większej uwagi na to, jak nazwała opiekunkę.

- Dlaczego tak jak ruda? - zapytała Claire, marszcząc brwi.

- Bo na początku, jak nie widziała tych moich bazgrołów, nie traktowała mnie jak odludka - wyznała cicho.

- Ja się od ciebie nie odwrócę. Naprawdę - dostrzegła, że dziewczynka na nią spojrzała. Wtedy zauważyła coś dziwnego. Jej oczy, najpierw szare, przybrały jasnobłękitny odcień. Sara w ślimaczym tempie odwróciła kartkę i powiedziała cicho, jakby do siebie:

- Ryzyk - fizyk. - Podchwyciła ten zwrot od Dextera.

Sara była trochę zdziwiona. Nie pokazywała swoich rysunków nikomu prócz Sama i Dextera. Bardzo obawiała się jej reakcji. Nie chciała ponownie usłyszeć, że powinna zacząć zachowywać się normalnie, że ma się nie popisywać. Ona często przelewała swoje uczucia właśnie na kartkę.

- A kto to jest? - Claire zauważyła, że dziewczynka się denerwuje i chciała ją jakoś rozluźnić.

Na rysunku zobaczyła małego, rudego psa, który siedział na trawie. Był to przeciętny kundelek. Miał jeszcze niepokolorowane dwie łapki, ogon i łeb.

- To jest Kalosz, nasz pies. Jest bardzo fajny. Zawsze słucha jak się do niego mówi. A jak przychodzimy do domu, to zawsze się cieszy i skacze. Bardzo wysoko. Nie raz mnie przy tym przewrócił - zaśmiała się. Bardzo lubiła tego psa.

- Bardzo ładnie rysujesz - powiedziała Claire zgodnie z prawdą.

Zwierzę było bardzo realistyczne i wcale niepodobne do rysunków innych dzieci, które widziała w ubiegłym tygodniu. Jej styl rysowania był może na poziomie gimnazjum - rysowała tak dobrze jak gimnazjaliści.

- Eee tam... - machnęła ręką. - Niech pani zobaczy jak Sam buduje zamki. One to są dopiero ładne.

- A który to Sam?

- Ten cały w piasku i bardzo podobny do mnie.

*

Dzieci właśnie wracały do budynku przedszkola na obiad. Sam odnalazł siostrę i szybko się do niej zbliżył. Z ulgą stwierdził, że nic się jej nie stało. Szturchnął ją lekko łokciem i uśmiechnął się. Sara odwróciła się do brata i też go szturchnęła, ale z mniejszą siłą. Maluchy ustawiły się parami, opiekunki przeliczyły je i wszyscy udali się na stołówkę.

Sam był oczywiście w parze z Sarą. Trzymali się za ręce i szli na szarym końcu.

- Co ty masz takie zimne ręce? - zapytał. Zaczął pocierać jej dłoń do momentu, gdy jej nie zabrała.

- Są normalne. - Wzruszyła ramionami. Złapała go ponownie za dłoń.

Sam miał dobry humor. Rozhuśtał ich złączone dłonie i zobaczył delikatny uśmiech na twarzy siostry, kiedy ścisnęła jego dłoń. Szli ramię w ramię, a ich ręce opadały, to wznosiły się. Gdy byli prawie przed drzwiami do stołówki, uderzyli podążającą za nimi rudą opiekunkę.

- Uważajcie, jak chodzicie - fuknęła, a po cichu, myśląc że nie słyszą (dodała ): Mali gówniarze i smarkacze.

Bliźniaki spojrzały na siebie. Sam zdziwiony, a Sara przyzwyczajona.

- Nie przejmuj się. Ona tak zawsze - wzruszyła ramionami, jakby to była naturalna reakcja opiekunki.

- Jak to zawsze? - zapytał ją cicho, gdy zajęli swoje miejsca.

- No, normalnie. Nie każdy musi cię lubić, to znaczy mnie. Przyzwyczaiłam się - zaczęła jeść zupę, ale po pierwszej łyżce skrzywiła się. - Fuj, niedobra ta zupa.

- Dla ciebie nic jest nie dobre - skomentował chłopiec.

- Zrobimy tak jak zwykle? - spytała go cicho. Siedziała pochylona nad talerzem i wodziła łyżką po zupie.

- Nie - sprzeciwił się chłopiec. - Ty nigdy nic nie jesz a musisz coś jeść. Dexter kazał mi cię przypilnować.

- Ale to jest niedobre. - Dziewczynka zatopiła się na chwilę w myślach. - Słuchaj, zjesz teraz moją porcję, a ja za to zjem obiad w domu, co? Proszę. - Uderzyła lekko kolanem jego kolano.

- Ale na pewno? - wolał się upewnić. To, co robił Dexter jadała chętniej, niż jedzenie ze szkolnej stołówki.

- Na pewno - potwierdziła. Gdy opiekunki nie patrzyły w ich kierunku, zamienili się talerzami.

*

Gdy wrócili do domu zdjęli buty i postawili je pod ścianą. Z kuchennego radia dochodziły popołudniowe wiadomości. Sara starała się nie przewrócić w drodze do salonu, bo Kalosz bardzo entuzjastycznie okazywał swoją radość.

- Sara, wypuść psa do ogrodu! - zawołał Dexter z kuchni. Dziewczyna posłusznie wyszła z Kaloszem do ogrodu.

- Sarze nałóż trochę więcej - powiedział Sam do mężczyzny, który nakładał spaghetti na talerze.

- Ale ona i tak nie zje wszystkiego.

- Dzisiaj zje wszystko. - Dexter nie wierzył w słowa chłopca. - Naprawdę. Mogę się nawet z tobą założyć.

Dexter nic nie odpowiedział, ale nałożył równe porcje dzieciakom. Sara przyszła do kuchni, spojrzała na swój talerz i skrzywiła się. Posłała gniewne spojrzenie bratu i w milczeniu zajęła swoje miejsce.

- Smacznego - mruknęła.

Była zła. Ten łobuz specjalnie wpłynął na Dextera, żeby nałożył jej tak dużo jedzenia. Przecież nie jest tak głodna, żeby zjeść cały talerz spaghetti. Ale obiecała a ona zawsze dotrzymuje słowa. Tak jak Dexter.

Po godzinie i dwudziestu minutach Sara opróżniła zawartość talerza. Odetchnęła głęboko i położyła głowę na stole.

- Wiesz co, artystka? Jestem z ciebie dumny. Chyba pierwszy raz zjadłaś cały obiad - nabijał się z niej chłopiec.

W odpowiedzi mruknęła coś niewyraźnie. Nie miała nawet siły złościć się na brata za to, że nazwał ją artystką.

- Ale to dobrze, chyba częściej będę za ciebie jadł tą okropną zupę. - żartował dalej.

- Łobuzie, siedź cicho - syknęła, rozłoszczona. Sam nie lubił, kiedy nazywano go łobuzem, tak, jak ona nie lubiła, gdy ktoś mówił na nią artystka.

- Co powiedziałaś?

- To, co słyszałeś, ŁOBUZIE! - Ostatnie słowo specjalnie zaakcentowała.

- Dzieciaki! Spokój! - powiedział głośniej Dexter. - O co chodzi z tą zupą?

Sara kopnęła pod stołem brata w nogę. Zrozumiał, że ma nic nie mówić.

*

Wieczorem Dexter siedział na kanapie i oglądał powtórkę finałowego meczu NBA Bulls - Sonics. W przerwie odgrzał sobie w mikrofali udko kurczaka. Usiadł ponownie na swoim miejscu i znużony patrzył w ekran telewizora. Gdy kończyła się reklama leku na gorączkę dla dzieci, usłyszał ciche powolne kroki na schodach. Po chwili Sara oparła się wezgłowie po prawej stronie jego głowy.

- Co oglądasz? - zapytała cicho.

- Mecz, ale teraz są reklamy. - powiedział odkładając talerz na stolik.

- A fajny?

- Nie musisz udawać, że cię to interesuje. - Uśmiechnął się do niej ciepło. - Chodź do mnie - poklepał miejsce obok siebie.

Sara ubrana była już w piżamę. Miała poskręcane i wilgotne włosy. A gdy usiadła poczuł, że za gumką od spodni schowała szczotkę do włosów.

- Kalosz jest w ogrodzie?

- Tak...

- Chce ci się spać? - zapytał, odgarniając jej włosy z czoła.

- Trochę - przyznała cicho. - Pomożesz mi uczesać włosy?

- Jasne - dziewcznyka podała mu szczotkę, ziewając szeroko. - Narysowałaś coś dzisiaj?

- Tak. Naszego psa.

- A spróbuj powiedzieć to po polsku - chciał, aby trochę poćwiczyła język. - Ale pełnym zdaniem.

- Czekaj. To będzie... Czekaj. Nie podpowiadaj - zaczęła przypominać sobie odpowiednie słowa, wykręcając jednocześnie palce. - To będzie "Ja narycsowałam mojego pca dźisiaj."

- Prawie dobrze. Tylko nie "narycsowałam" a "narysowałam", nie "pca" a "psa", i nie "dźisiaj" a dzisiaj. Powtórz - mówił rozczesując jej długie blond włosy. Dziewczynka powtarzała kilka razy, ale jej nie wychodziło. Dopiero gdy przeliterowała te wyrazy, prawie bezbłędnie powtórzyła zdanie.

- Dziwny trochę jest ten język. Ale fajny - podsumowała Sara.

Dexter skończył czesać jej włosy i odprowadził ją do pokoju. Gdy zniknęła za drzwiami, z łazienki wyszedł Sam.

- Myślałem, że się tam utopiłeś - powiedział Dexter, czochrając jego włosy.

- Nie - zaśmiał się. - Sara śpi?

- Tak. Ty też się już kładź. Jutro rano idziesz do szkoły, łobuzie.

- Tylko nie łobuzie, błagam - chłopiec złożył ręce jak do modlitwy, po czym ziewnął szeroko.

- Dobranoc.

- Jasne, jasne - odpowiedział chłopiec, a gdy miał już wchodzić do pokoju powiedział głośnym szeptem: - Tylko się tam nie utop.

Tak samo zadziorny jak matka, pomyślał Dexter, wchodząc do łazienki.

Sam po omacku podszedł do łóżka siostry i stwierdził, że już śpi. Sara zawsze miała lekki sen i byle głośniejszy dźwięk ją budził. Niezdarnie zlokalizował jej czoło i złożył na nim małego całusa, mówiąc : miłych snów i położył się do swojego łóżka.

*

W nocy Sarę obudził wiatr. Poruszał on gałęziami drzew, jakby naśladował upiorne szepty nocnych stworzeń. Przez chwilę patrzyła w ciemnościach na sufit i próbowała znaleźć kształty fluorescencyjnych gwiazdek, ale zobaczyła je tylko dwa razy, gdy światła reflektorów samochodów, które przejeżdżały pod ich domem, wpadały do pokoju. Po chwili poczuła lekkie szczypanie w prawej dłoni. Wiedziała, co to oznaczało. Wyczołgała się spod ciepłej kołdry i wygrzebała spod łóżka małe pudełko po butach. Ukratkiem sprawdziła, czy Sam dalej śpi.

Spał.

Pod tym względem byli przeciwnościami. Ona miała lekki sen, a brat tak mocny, że gdyby go wynieśli z domu, on spałby dalej.

Z pudełka wyjęła przyjemne w dotyku ubranie i założyła je, po czym wyszła na korytarz. Z sypialni Dextera dochodziło ciche pochrapywanie, więc pewnym krokiem przez okno w piwnicy opuściła dom.

 

*******

Przepraszam, że musieliście tak długo czekać na rozdział pierwszy, ale dopiero zaczęłam ferie i miałam chwilę czasu, aby wnieść ostatnie poprawki. Nareście znalazłam Betę i bardzo dziękuję jej za pomoc. Sama nie wyłapałabym tylu błędów, a dzięki Niej tekst jest bardziej czytelny - jeśli wiecie o co mi chodzi.

Podzieliłam rozdział na dwie części, ponieważ spotkałam się z taką opinią, iż czytelnicy, gdy zobaczą tak długi tekst, po prostu wychodzą ze strony. Mam nadzieję, że nie rozczarowaliście się, że nie zaczęłam od zdarzeń w Prologu. Ale wzorowałam się na Prologu w książce ( który opisuje późniejsze zdarzenia ) a nie tak jak na niektorych blogach, które w Prologach kródko opisują akcję i bohaterów.

1. Przed tym rozdziałem dodałam notkę z bohaterami i kródką informacją, jeśli chcecie możecie tam zajrzeć.

2. Jak podoba wam się nowy wygląd bloga? Nie jest za ciemno?

3. Liczę na to, że i pod tym rozdziałem będę mogła zobaczeć wasze licze opinie. Więc komentujcie. To nic was nie kosztuje, a mnie motywauje do dalszego pisania. :)

4. Chiałabym przeprosić posiadaczy blogów na blogspot.com, który zostawili u mnie komentarz - za to, że nie skomentowałam ich blogów. Ale mój komputer zwariował i gdy wchodzę na jakiegoś bloga z blogspot.com ; on po prostu się wyłącza. Postaram się coś zrobić w tym kierunku, ale jeszcze nic nie obiecuję. : (

5. A jeszcze jedno. Nie wiem czy każdy ma do mnie kontakt. Mój nr GG 35222771 , a E-mail jaga20098@wp.pl - Jeśli macie jakieś pytania, to zadawajcie je śmiało. Ja nie gryzę ( he he ).

Do następnego

jaga20098

 

 

 


Podziel się
oceń
11
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

CZĘŚĆ I 1. Już sama nie wiem gdzie mam się podziać, by poczuć się docenianą. By poczuć się ważną, a nie być popychadłem dla ludzi. Tak, tak właśnie się czuję. Gdzie pójść, do kogo pójść? Gdzie się schować? Cokolwiek. Znam tak wiele osób, a nikt nie jest osobą.... Nie wiem jak to powiedzieć. Chcę przyjaciela. Potrzebuje przyjaciela. Cz. 1

środa, 13 lutego 2013 20:01

 

CZĘŚĆ I

Wydawało mi się, że te dziesięć minut trwało całą wieczność. Przytuliłam go mocno do siebie, aż prawie nie miałam czym oddychać. On też mnie mocno przytulił. Nie musieliśmy nic mówić. Kochałam go, a On mnie. Obydwoje wiedzieliśmy o tym. Był moją drugą połową serca, mojej duszy. Nagle usłyszeliśmy ogłuszający huk. Jego uścisk stał się silniejszy. Powiedział mi wtedy na ucho : Nie bój się. Zawsze będę przy tobie. A potem nagle Jego uścisk stracił na sile. Zobaczyłam Jego bezwładne ręce przy moich. Dopiero wtedy dodarło do mnie, że osłonił mnie własnym ciałem. Przed śmiertelnym strzałem. Że kochał mnie tak bardzo, że oddał za mnie swoje życie. A ja wtedy nie potrafiłam robić nic innego, tylko ciągle ciasno przytulać Jego ciało do swojego. Krztusiłam sięłzami i nie potrafiłam pojąć, że istnieją na świecie tak źli ludzie. Odebrali mi połowę serca i duszy. Pozostawiając niezdolną do dalszego funkcjonowania...

 

 

 

1. Już sama nie wiem gdzie mam się podziać, by poczuć się docenianą. By poczuć się ważną, a nie być popychadłem dla ludzi. Tak, tak właśnie się czuję. Gdzie pójść, do kogo pójść? Gdzie się schować? Cokolwiek. Znam tak wiele osób, a nikt nie jest osobą.... Nie wiem jak to powiedzieć. Chcę przyjaciela. Potrzebuje przyjaciela. Cz. 1

 

Dexter MacRay szedł chodnikiem, wyłożonym szarą, prostokątną kostką. Dzisiaj skczył pracę wcześniej i zaplanował, że całe popołudnie i wieczór spędzi z bliźniakami. Najpierw pójdą do kina, później na lody, a na koniec do parku Fens. Podążał obok placu zabaw, na którym bawiły się dzieci. Już z tej odległości zauważył burzę blond loczków należącą do Sama. Klęczał on w piaskownicy i budował imponujących rozmiarów zamek z piasku. Dexter rozejrzał się po pozostałej części obiektu w poszukiwaniu małej blondynki, ale nie znalazł jej w tłumie. Jedna z opiekunek zauważyła zbliżającego się mężczyznę i odeszła na chwilę od grupki dzieci przy huśtawkach.

- Dzień dobry! - przywitał wesoło kobietę.

- Dzień dobry! - odpowiedziała równie radośnie, ale Dexter wyczuł, że chce mu się przypodobać. - Coś się stało? Jest pan dzisiaj wcześniej.

- Nie. Na szczęście nic się nie stało. Chciałbym spędzić z dzieciakami dzisiejsze popołudnie. Udało mi się wcześniej skończyć, więc pomyślałem - czemu nie? A i dzieciakom na pewno się spodoba - dodał uprzejmie z uśmiechem.

- Na pewno - potwierdziła, po czym westchnęła cichutko. - Sam! - zawołała, próbując przekrzyczeć rozmowy przedszkolaków. Ale bezskutecznie, bo chłopiec niewzruszony dorabiał wieżyczki na piaskowej budowli.

- Może ja jdę do niego i odrazu zabiorę też Sarę? - zapytał,oddalając się w stronę chłopca. Ona pokiwała głową i odwróciła się w stronę huśtawek.

- Tutaj będzie pasowała czerwona chorągiewka - stwierdził z uśmiechem, umieszczając patyczek na jednej z wieżyczek. Jego uśmiech powiększył się, gdy chłopiec zauważył go i radośnie wykrzyczał jego imię, rzucając się mu na szyję, taką siłą, że Dex musiał się podeprzeć ręką.

- Gdzie Sara? - zapytał. Chłopiec uważnie rozejrzał się po przedszkolnym podwórku, ale jego szare oczy nie zauważyły siostry. Zaniepokojony spojrzał na Dextera i podrapał się po gęstych loczkach.

- Jeszcze przed chwilą siedziała pod drzewem. - Wskazał ubrudzoną piaskiem rączką na rozłożysty dąb.

- Może poszła do szkoły? Idź jej poszukaj i umyj ręce, a ja zabiorę z szatni wasze bluzy. - Dexter rozejrzał się jeszcze raz po podwórzu, ale zauważył tylko trzy dziewczynki w drogich ubraniach, które wychodziły z budynku, chichocąc i przybijając sobie piątki.

Zaczynał martwić się o Sarę. Gdzie teraz jest? Czy nic jej nie jest? - te pytania krążyły mu w głowie w drodze do szatni. Z zielonych wieszaków zabrał niebieską i zieloną bluzę oraz dwie czerwone czapki.

W tym samym czasie Sam szukał siostry. Był już w klasie, ale tam była tylko nauczycielka, która wypełniała jakieś papiery. Miał złe przeczucia. Dobrze to znał, bo gdy coś złego działo się jego siostrze, bolała go głowa i miał ochotę płakać.Wydawało mu się wtedy, że czuje to, co ona.

Szedł właśnie korytarzem, gdy usłyszał cichy szloch, pochodzący zza drzwi do toalety dziewczyn. Zawahał się. Dexter zawsze mu powtarzał, że chłopcom nie wolno tam wchodzić, ale z drugiej strony, jeśli tam jest Sara, to nie ma innego wyjścia. Rozejrzał się uważnie po korytarzu i umorusaną rączką chwycił białą klamkę.

Szloch był tutaj głośniejszy.

Chłopiec zauważył stos porozrzucanych kartek na podłodze i kilka połamanych kredek. Na niektórych kartkach rozpoznał rysunki Sary. Ale dlaczego są one porwane i pogniecione, a kredki połamane? Sara nigdy w życiu nie pozwoliłaby na coś takiego. Coś musiało się stać. I to coś poważnego - myślał mały blodnyn.

Otworzył pierwsze drzwi i zobaczył skuloną, obejmującą ramionami kolana postać siostry.

Płakała. Raz po raz pociągała nosem i drżała na całym ciele. Chłopca zdziwił fakt, że jej włosy, które zawsze zaplatała w warkocz, są rozczochrane. Sam natychmiast przytulił ją do siebie i zaczął odgarniać włosy z mokrej oraz zaczerwienionej od płaczu twarzy. Zauważył na jej czole rozcięcie i niedużego siniaka.

- Kto ci to zrobił? Co ci się stało? - zapytał zmartwiony.

- Nic, na prawdę - pociągnęła nosem. - Dexter przyszedł? - próbowała nieudolnie zmienić temat. Nie chciała denerwować brata swoimi problemami.

- Nie. Nie przyszedł - powiedział cicho. Postanowił skłamać. Może wtedy będzie bardziej skłonna do zwierzeń. - Kto ci to zrobił?

Ale ona odpowiedziała mu tylko cichutkim szlochem.

*

Dexter wyszedł z szatni i szybkim krokiem ruszył w głąb korytarza do wyjścia z nadzieją, że tam czekają na niego bliźniaki. Wyszedł zza zakrętu i wpadł na schludnie ubraną młodą kobietę o jasnych włosach, wytrącając jej z rąk dokumenty.

- Bardzo panią przepraszam - zaczął się tłumaczyć i pomagać zbierać papiery z podłogi. - Powinienem bardziej uważać i patrzeć, dokąd idę.

- Naprawdę nic się nie szkodzi - usłyszał jej odpowiedź i pomyślał, że kobieta ma bardzo przyjemny głos. Podał jej dokumenty. - Dziękuję panu bardzo. A pan jest...

- Opiekunem Sama i Sary - wyjaśnił krótko.

- Przepraszam, jeszcze nie znam dzieci z tego przedszkola. Niedawno dostałam tu drugi etat - wyjaśniła zakłopotana, bo nie wiedziała, o których dzieciach jest mowa.

- Tak też myślałem, bo wcześniej pani tu nie widziałem. A pani jest nową opiekunką?

- Nie. Nie opiekunką - zaśmiała się melodyjnie. - Jestem psychologiem i od niedawna obserwuję zachowania dzieci.

Ponad jej ramieniem zauważył wybiegającego z damskiej toalety chłopca. Gdy miał go upomnieć, że tam nie wolno mu wchodzić, zauważył jego zmartwioną minę. Sam biegł, wołając jego imię i zwracając przy tym uwagę pani psycholog.

- Dexter, chodź szybko - powiedział, ciągnąc go za rękaw jasnobłękitnej koszuli.

- Ale co się stało? - zapytał, przejęty jego zachowaniem.

- Sara... Ona... - Chłopiec nie potrafił opisać stanu siostry i miał już w oczach pierwsze łzy - Chodź szybko. Jest tam - wskazał otwarte drzwi.

- Przepraszam panią jeszcze raz za moją nieuwagę - powiedział uprzejmie, ale kolejne pociągnięcia za rękaw przywołały go do porządku - Do widzenia! - pożegnał się, a chłopca zapytał : - Powiesz mi wreszcie co się stało?

- Ja sam dokładnie nie wiem, ale... - Zniżył głos, ponieważ byli nieopodal wejścia. - Nie wierz jej, jeśli ci powie, że się potknęła albo coś, dobra? - Dexter był zdziwiony jego odpowiedzią, a może bardziej jego zachowaniem, przecież to jeszcze dziecko, a już w wieku pięciu lat wykazuje się taką odpowiedzialnością.

Pokiwał głową i wszedł do środka.

Zobaczył siedzącą na piętach małą blondynkę. Na czerwonej twarzy widniały ślady po zaschniętych łzach. Artystka zbierała porozrzucane rysunki i połamane kredki z podłogi. Dex zauważył, że nieudolnie próbowała zasłonić czoło włosami, przez co wchodziły jej one do oczu.

- Sara, co się stało? - zapytał. Złapał delikatnie jej chude nadgarstki, aby przerwała zbierać kartki.

- Wszystko jest w porządku - pociągnęła nosem. - Naprawdę - zapewniała cicho. Nie odważyła się mówić głośniej, bo bała się, że może to spotęgować ból głowy.

- Nie jestem tego taki pewny. - Puścił jeden nadgarstek, aby po chwili szybko i bez problemu trzymać oba w jednej dłoni. Odgarnął z jej twarzy kręcone blond włosy i jego oczom ukazało się spore rozcięcie i siniak. Krew na ranie zdążyła trochę przyschnąć, a siniak nabrał intensywny fioletowy odcień. W Dexterze zawrzało, a Sara spuściła wzrok zawstydzona.

- Kto ci to zrobił? - zapytał gniewnie, a artystka skrzywiła się. Głowa zabolała ją bardziej.

- Potknęłam się o sznurówki. - W myślach prosiła, żeby nie podnosił głosu. Dexter spojrzał na jej buty. Dobrze pamiętał, że kupował sznurowane obuwie, a dzieciaki zawsze chowały sznurówki pod języki. Teraz też tak było.

- Coś nie chce mi się w to wierzyć. - Puścił jej nadgarstki i szybkim ruchem zebrał kartki i pozostałości po kredkach do jej kolorowego plecaka.

- A teraz pojedziemy do szpitala zrobić badania i prześwietlenie - powiedział stanowczo, chociaż spodziewał się sprzeciwu. Wiedział, że Sara nie lubi szpitali, a jemu samemu kojarzyły się one z ostatnimi godzinami życia siostry.

- Nie! - krzyknęła, ale zaraz złapała się za głowę. - Ja nie chcę do szpitala - powiedziała zdecydowanie ciszej płaczliwym tonem.

- Bez dyskusji. Sam, nakładaj bluzę. Sara, ty też - podał im ubrania. Poszerzył trochę szelkę plecaka i przerzucił go sobie przez ramię. Przelotnie spojrzał na chłopca, który ze zmartwioną miną przyglądał się siostrze. Wziął dziewczynkę na ręce, a chłopca złapał za rękę i razem wyszli z budynku przedszkola do samochodu, zaparkowanego nieopodal.

*

Właśnie siedział na niewygodnym krześle pod drzwiami do gabinetu lekarza i czekał. Czuł się podobnie jak w dniu, kiedy jego siostrze przedwcześnie odeszły wody i czekał pod salą, w której na świat przychodziły bliźniaki.

- Nic jej nie będzie, prawda? - usłyszał ciche pytanie chłopca. Odwrócił twarz w jego stronę i spojrzał w szare, mądre oczy.

- Wyjdzie z tego. Na pewno - stwierdził przekonany. Sara jest silna, tak jak jej matka - dodał w myślach. Zresztą nie tylko ona. Sam też odziedziczył po niej tej cechę.

Po piętnastu minutach bezczynnego siedzenia - nie licząc badań - które wydawały się być dla nich obu wiecznością, wyszedł doktor w białym kitlu.

- Dziewczynka miała bardzo dużo szczęścia - zaczął, a zza niego powolnym krokiem wyszła blondynka i zbliżyła się do Dextera - Kilka cali w prawo, a nie byłoby teraz o czym rozmawiać. Dostała środek przeciwbólowy i założyłem trzy szwy. - Podał Dexterowi małe białe pudełko. - Proszę podawać jej pół tabletki dwa razy dziennie, ale jeżeli będzie bardzo narzekać na ból głowy, to jedną całą. Za dwa dni proszę przyjść na kontrolę. Ach, zapomniałbym. Chodzisz do szkoły? - zapytał przyjaznym tonem. Sara pokiwała lekko głową, widocznie senna i otumaniona przez leki. - Myślę, że przez najbliższy tydzień nie powinna chodzić do szkoły.

- Dobrze, zrozumiałem. Czy coś jeszcze?

- Nie. To już wszystko - powiedział, po czym uśmiechnął się nieznacznie. Dexter spojrzał na niego zdziwiony, ale podążył za jego wzrokiem. Rozczulił go widok Sama, który przytulał siostrę, a ona delikatnie odwzajemniła jego uścisk.

- Dziękuję. - Doktor pokiwał głową i wrócił do gabinetu. - A ty, artystka, powiesz mi teraz, kto ci to zrobił?

Chłopiec odsunął się od niej i zgodnie pokiwał głową.

- Nie jestem artystka - mruknęła zagniewana. Bardzo nie lubiła, gdy ktoś ją tak nazywał. Nie wiedzieć czemu, zawsze kojarzyło się jej to z czymś złym.

- Okay. To idziemy teraz do domu. - Wymienił z chłopcem znaczące spojrzenie.

Postarają się to wyciągnąć od niej w domu.

Ale nie dowiedzieli się nic.

*

W domu byli niewiele po 17:00 i wspólnie zjedli późny obiad. Dexter znowu musiał nakłaniać Sarę, żeby zjadła chociaż trochę więcej niż zwykle, ale na niewiele się to zdało. Od zawsze martwiło go to, że tak mało jadła. Był nawet w tej sprawie u lekarza, ale po dłuższym namyśle stwierdził, że nie będzie podawał artystce jakiś tabletek na apetyt. Widział, że źle znosi te środki przeciwbólowe, że stara się unikać leków, szpitali i lekarzy jak diabeł święconej wody.

Usiedli wszyscy razem na kanapie w salonie i włączyli telewizor. Przez chwilę oglądali jakiś prymitywny sitcom, który nikogo z nie bawił, więc wyłączyli odbiornik. Słyszeli melodię jakiejś amerykańskiej piosenki z kuchennego radia, które było włączone nawet w nocy. Sarze i Samowi zawsze kojarzyło się to z powrotem do domu: Dexter otwiera drzwi, oni siadają na szafce i ściągają buty, a z kuchni słyszą wiadomości nadawane przez wesołego spikera.

Cały wieczór Dexter uczył dzieciaki języka polskiego, który poznawały bardzo chętnie, pomimo trudności w wymowie. Uważał, że jeżeli on jest Polakiem i jego siostra też była, to dzieci powinny przynajmniej umieć mówić w tym języku. Bądź co bądź, też przynajmniej w połowie są Polakami. Przez jakiś czas mieszkał nawet w Polsce, ale przez rok nie mógł znaleźć dobrze płatnej pracy, więc wrócił do Stanów. Jego siostra świeżo po studiach dostała posadę kierowniczki oddziału BayBanks przy Kenmore Square, a on zatrudnił się jako monter linii telefonicznych.

W poniedziałek udało mu się załatwić wolne w pracy, żeby zostać z dziećmi. Nie z Sarą, ale z dwójką, bo są tak ze sobą zżyci, że jedno bez drugiego nie jest w stanie wysiedzieć kilku godzin w szkole. Czasami śmiał się, jak to będzie, gdy będą dorośli i założą własne rodziny - jak wtedy będą żyć bez siebie.

W następne dni prosił o pomoc a to sąsiadkę, a to żonę kolegi ze studiów, więc jakoś dawał radę. „ Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.” - jak to mówił Hasek.

 

*******

Pierwsza część rozdziału, który pierwotnie był jednym dwunasto-stronicowym tekstem, ale postanowiłam go podzielić na dwie części. Oby dwie dodam dzisiaj. Więcej informacji pod drugą częścią rozdziału.

 

 


Podziel się
oceń
5
1

komentarze (40) | dodaj komentarz

niedziela, 21 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  31 748  

Publikacja następnej części opowiadania za :

Statystyki

Odwiedziny: 31748
Wpisy
  • liczba: 8
  • komentarze: 260
Bloog istnieje od: 1843 dni

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728   

Archiwum

O mnie

Jaga20098
Nauczyłam się płakać w myślach, tam nie muszę się nikomu tłumaczyć.
***
PROSZĘ NIE KOPIOWAĆ, WSZYSTKO JEST MOJEGO AUTORSTWA I BARDZO PROSZĘ TO USZANOWAĆ.

O moim bloogu

Opowiadanie o dziewczynce, która aby znaleźć szczęście w życiu, musiała bardzo dużo wycierpieć. Pragnie znaleźć szczęście, ale utrudniają jej to źli ludzie. Kiedy po raz pierwszy się zakochuje, jej św...

więcej...

Opowiadanie o dziewczynce, która aby znaleźć szczęście w życiu, musiała bardzo dużo wycierpieć. Pragnie znaleźć szczęście, ale utrudniają jej to źli ludzie. Kiedy po raz pierwszy się zakochuje, jej świat obraca się o 180 stopni. Jak bez drogowskazów ma znaleźć drogę do szczęścia?

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki