Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 191 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Witam sredecznie na : na-drodze-do-szczescia.bloog.pl. Cieszę się, że wpadłaś/ eś na mojego bloga. Jeśli ci się podoba jego treść, to proszę zostaw komentarz. Ciebie to nic nie kosztuje, a mnie motywuje do dalszego pisania. Dziekuję i życzę miłej lektury.

Kategorie

Zaproszenie

czwartek, 28 marca 2013 19:03

 

 

 

Opowiadanie zostaje oficjalnie przeniesione na stronę

Na Drodze do szczęścia

Za ewentualne problemy przepraszam.

Kolejny rozdział pojawi się już na nowej stronie 5 kwietnia .

Do zobaczenia na blogspocie!

Pozdrawiam :*

Jaga20098

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

3. Pamiętaj, że upadanie to rzecz ludzka. Nie wolno się załamywać. Sztuką nie jest poddać się, a wstać i iść dalej przed siebie. W końcu przestanie się upadać…

czwartek, 21 marca 2013 12:56

3. Pamiętaj, że upadanie to rzecz ludzka. Nie wolno się załamywać. Sztuką nie jest poddać się, a wstać i iść dalej przed siebie. W końcu przestanie się upadać…

 

 

 

Jak dobrze jest odpocząć na świeżym powietrzu - pomyślał rozmarzony Dexter, siadając na ławce i wystawiając twarz do słońca. Nareszcie udało mu się wybrać do Fens. „ Fens to park wokół stawu powstałego w korycie wyschniętej rzeki, miejska oaza jarząca się szmaragdowo rozkwitającą wiosną ”. Między ścieżkami rowerowymi ciągnie się pięćset ogrodzonych działek. Na jedną z nich starał się przychodzić chociaż raz tygodniowo, aby doglądać rosnących tam roślin.

Dzieciaki pobiegły nad staw karmić kaczki, ale nadal były pod czujnym okiem mężczyzny. Obserwował, jak wesoło dzieliły kromki chleba i rzucały je ptakom.

- Przepraszam, pan MacRay? - usłyszał czysty, kobiecy głos. Odwrócił głowę w stronę jego źródła i ze zdziwieniem stwierdził, że to szkolny psycholog - Claire Keesey.

- Tak. Dzień dobry - uśmiechnął się. - Ale proszę mi mówić po imieniu. Dexter. - Wyciągnął do niej dłoń.

- Claire - powiedziała, po czym delikatnie uścisnęła jego dłoń. Jako wampirzyca musiała nauczyć się kontrolować swoją siłę, bo przecież mogłaby mu nawet niechcący zmiażdżyć rękę. Usiadła obok Dextera i podążyła za jego wzrokiem.

- Masz cudowne dzieci - stwierdziła Claire z delikatnym uśmiechem. Nie zauważyła jednak, że Dexter zmieszał się na jej słowa. Chociaż nie był ojcem Sary i Sama, nie chciał wyprowadzać jej z tego błędu. Pogodził się już ze śmiercią siostry i nie i nie chciał rozdrapywać marnie zabliźnionych ran.

- Tak tak cudowne. Ale gdybyś zobaczyła jakie są w domu. To dwa małe diabły wcielone - zażartował, pomimo ponurych myśli, krążących mu po głowie.

- Na pewno przesadzasz - powiedziała ożywiona Claire. - W przedszkolu są bardzo grzeczne. A tak po za tym chciałabym się o coś ciebie zapytać - spojrzała w szare oczy Dextera, które zachęcały ją do dokończenia wypowiedzi. - Zauważyłam, że Sara bardzo ładnie rysuje. Myślałeś o jakiejś szkole artystycznej dla niej?

- Pokazała ci swoje rysunki? - Dexter nie ukrywał swojego zdziwienia. Z szeroko otwartymi oczyma przyglądał się blondynce, która w odpowiedzi pokiwała twierdząco głową. - I nadal z tobą rozmawia?

- Tak - odparła ostrożnie Claire.

- Jestem w szoku. - Pokręcił głową z niedowierzaniem. - Przepraszam, już ci wszystko tłumaczę. Sara nikomu nie pokazuje swoich prac, nie pytaj dlaczego. Sam nie wiem...

*

- Sara - szepnął w pewnym momencie chłopiec i pociągnął lekko za jej warkocz. Dziewczynka odsunęła się od niego i zmrużyła śmiesznie oczy. - Zobacz, Dexter podrywa dziewczynę.

Sara zaskoczona spojrzała w stronę opiekuna, potem na brata i jeszcze raz na mężczyznę. Coś się jej nie zgadzało. Przyjrzała się lepiej kobiecie o blond włosach i zaniemówiła. Chłopiec zmarszczył brwi, pytając siostrę :

- Co jest? Znasz ją? - szturchnął ją lekko łokciem, żeby na niego spojrzała. Dziewczynka oderwała wzrok od pani psycholog z dziwną miną.

- No znam - mruknęła, po chwili zastanowienia, ale żeby nie martwić brata, dodała: - Jak myślisz o czy rozmawiają?

- No jak to o czym. O nas - wskazał kciukiem na siebie na następnie palcem wskazującym na siostrę, jakby to była oczywista rzecz.

Sara właśnie tego się obawiała. Wiedziała, że Dexter jest bardzo przystojny i podoba się wielu kobietom. Ba, nawet ta ruda małpa się do niego przystawiała. Ale bała się, że Claire chce zdobyć sympatię jej i Sama, żeby tylko zbliżyć się do Dextera. Nie chciała, żeby jej przypuszczenia były prawdziwe, bo bardzo polubiła tą wesołą kobietę.

- Dajmy im chwilę, niech sobie pogadają - powiedział Sam, ale zaraz na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek. - Mam świetny pomysł. Kiedy przychodzimy do Fens?

- Że z przedszkolem? - Chłopiec pokiwał głową. - W każdy poniedziałek i czwartek - odpowiedziała zdziwiona Sara.

- A kto nazwał nas małymi gówniarzami?

- No ruda małpa - Sara nie rozumiała do czego zmierza.

- Brawo! - wykrzyknął i radośnie klasnął w ręce a dziewczynka, aż podskoczyła przestraszona. Sam spojrzał na nią przepraszająco i zaczął wszystko tłumaczyć. - Jeśli jutro będziemy tu na spacerze, musimy coś zrobić, żeby jej dopiec. Nie pozwolę na to, żeby taka ameba, gnida, czarownica, idiotka, glizda...

- Sam! - syknęła ostrzegawczo Sara.

- ... obrażała moją ukochaną siostrę. - Dokończył słodkim głosem, uśmiechając się uroczo. Sara pokiwała z politowaniem głową. Plasnęła się otwartą dłonią w czoło i przejechała nią po całej długości twarzy, żeby nie wybuchnąć niekontrolowanym śmiechem, ale wyrwał się jej cichy chichot. - Mam plan i ty mi w tym pomożesz.

- Boże, Sam. To zabrzmiało, jak jakiś tekst z tandetnego filmu - chłopiec urażony skrzyżował ręce na piersi i odwrócił się od siostry. - Żartowałam. Sami. - Złapała go za ramię, próbując go odwrócić twarzą w twarz. Chłopiec nie potrafił się na nią długo gniewać i ostatecznie ustąpił. - Co zamierzasz zrobić?

- Po pierwsze musisz mnie dzisiaj przypilnować, żebym przypadkiem nie zasnął - zaczął wyliczać na palcach, patrząc głęboko w jej błękitne zaskoczone oczy. - To bardzo ważne, bo część mojego planu będziemy musieli wykonać w nocy...

- Boże, coś ty wymyślił?! - spytała przestraszona głośniejszym szeptem.

- Coś przez co ta ruda małpa zapamięta nas na długo - mruknął wymijająco, ale zaraz spojrzał na nią z nadzieją. - Do niczego cię nie będę zmuszać, ale bardzo bym chciał, żebyś mi pomogła.

- Dobra - poddała się, z cichym westchnieniem. - Co jeszcze mam zrobić?

- Na razie nic więcej, niż to co ci powiedziałem. Ja zajmę się resztą.

Sara była bardzo ciekawa co tym razem wykombinował jej brat, ale znała go na tyle dobrze i wiedziała, że nawet najgorszymi torturami nic z niego nie wyciągnie. Był po prostu uparty jak ten przysłowiowy osioł. Zawsze musiał postawić na swoim i rzadko kiedy ustępował w czymkolwiek. Na przykład, kiedy Dexter pozwalał im wybrać film na piątkowy lub sobotni wieczór, on na złość zawsze sięgał po nagrane przez Dextera powtórki meczów albo wyścigów samochodowych, których ona tak bardzo nie lubiła.

*

- Pracował wtedy z nami taki młody chłopak, który miał bzika na punkcie książek. Nie przeszkadzało nam to, że na przerwach na lunch zawsze czytał jakąś nową powieść - opowiadał Dexter. - Pamiętam, że bardzo ładnie nazwał wykonywanie naszego zawodu... - zamilkł na chwilę, żeby przypomnieć sobie dokładnie słowa chłopaka. - Mam. Powiedział wtedy, że jesteśmy odtworzycielami nieba.

- Rzeczywiście ładnie powiedziane - przytaknęła Claire.

- „ Nazywał to odtwarzaniem nieba, bo jak zrówna się z ziemią jakieś duże gmaszysko, to od razu poszerzają się horyzonty. Otworzony zostaje nagle kawałek nieba ”.

- I dlaczego teraz nie pracujesz w branży minerskiej? - dopytywała Claire.

- A powrotu do Polski mi się zachciało. Tyle się od matki i ojca nasłuchałem o ojczyźnie, że chciałem zobaczyć jak tam jest. Byłem zaskoczony, bo wcale nie było tak źle, jak w opowiadaniach rodziców. I szczerze mówiąc to dziwię się im, że się tu przeprowadzili.

- A co cię skłoniło do powrotu? - Claire była bardzo ciekawa jego historii.

Dexter spojrzał na zegarek i stwierdził, że to pora powrotu do domu.

- Przepraszam, ale muszę już się zbierać. Dzieciaki muszą wcześniej się położyć spać. Jutro idą do szkoły - spojrzał na nią przepraszająco, ale w duchu cieszył się, że w miarę sprawnie uniknął odpowiedzi. Tak na prawdę to wrócił do Stanów, bo dowiedział się, że Nicolette jest w ciąży.

- Oczywiście - uśmiechnęła się serdecznie. - A spotkamy się jeszcze? - zapytała z nadzieją.

- Jasne. Nie mam nic przeciwko.

Pożegnali się, jakby byli starymi znajomymi. Dexter zawołał dzieciaki do siebie.

- Hej, Sam a co ty się tak uśmiechasz? Znowu coś zmajstrowałeś? - zapytał chłopca i spojrzał pytająco na Sarę, szukając odpowiedzi.

- Nie - odpowiedział niewinnie.

- Okay. Wstąpimy jeszcze do sklepu i idziemy do domu. - Złapał bliźniaki za ręce i pomaszerowali do wyjścia.

*

Podczas kolacji bliźniaki zachowywały się wyjątkowo grzecznie. Sara nie bawiła się jedzeniem, a Sam nie wytykał jej braku apetytu. Dexter zauważył również, że chłopiec był zbyt cichy i jakby głęboko pogrążony w myślach. Natomiast dziewczynka raz po raz spoglądała na niego niepewnie.

- Hej, dzieciaki. Co się stało? - zapytał Dexter zaniepokojony ich zachowaniem. Przez pięć lat zdążył się przyzwyczaić do - czasami - dziwnego zachowania bliźniaków. Nie raz zastanawiał się, czy nie komunikują się w telepatyczny sposób. Bo przecież te ukradkowe spojrzenia, porozumiewawcze szturchnięcia, czy nawet symulowany kaszel nie mogą być przypadkowe.

- Nic - odpowiedział niby to zdziwiony łobuz.

- Jak to nic? Przecież widzę - Dexter dokładnie obserwował reakcje dzieci. - Wy coś kombinujecie.

- My? - odezwała się do tej pory milcząca Sara. Musiała jakoś ratować sytuację. - No coś ty - machnęła lekceważąco kościstą ręką. - Sam po prostu jest zmęczony - kopnęła go pod stołem w nogę. Zrozumiał przekaz i na potwierdzenie słów siostry ziewnął szeroko.

- To może położycie się wcześniej spać? - Dexter dał za wygraną.

- Tak, to dobry pomysł - odpowiedział chłopiec zmęczonym głosem.

Aby uśpić czujność opiekuna rodzeństwo udało się do swojego pokoju. Chłopiec, żeby zająć czymś ręce zaczął strugać w małym kawałku drewna małą koniczynkę - symbol stanu Massachusetts - i niewielki pędzelek.

 

24:10

Sara czekała na brata w sieni. Była już gotowa, a jego jak nie było, tak nie ma. Dla niej to nie pierwsza taka nocą wyprawa, więc wiedziała czego trzeba się spodziewać na ulicy w ciągu nocy i którymi ścieżkami najlepiej się przemieszczać, aby nie natrafić na człowieka. W końcu przynajmniej trzy razy w tygodniu musi latać albo do szpitala, albo do domu spokojnej starości, żeby jakaś stara babcia mogła pożyć kilka lat dłużej.

Sam wiedział, że Sara czasami w nocy opuszcza mieszkanie, ale zawsze myślał, że tylko maluje wschody słońca, a ona nie wyprowadzała go z błędu.

Chwilkę później usłyszała kroki w korytarzu i w nikłym świetle księżyca, które wdarło się przez okno, zamajaczyła jej sylwetka brata.

- Sam, to ty? - szepnęła, przyglądając się dokładniej postaci.

- Tak - odpowiedział ze śmiechem. - A spodziewałaś się kogoś innego? - zapytał niby to podejrzliwie z łobuzerskim uśmiechem.

- Tak. Myślałam, że przyjdzie Dexter - odpowiedziała ironicznie Sara. - A tak na poważnie, to co ty tam masz? - było za ciemno, żeby cokolwiek mogła zobaczyć.

- Linkę, kinder -niespodziankę, nożyce - wyliczał chłopiec. - A i jeszcze podkradłem Dexterowi trochę żyłki z wędki. Nie będzie szczęśliwy, jak to odkryje, ale będzie watro. Zobaczysz. - Położył rzeczy na szafce i zaczął nakładać buty.

Nagle usłyszeli szybkie kroki na górze. Obydwoje spojrzeli na siebie przerażeni a następnie na schody.

- Kalosz - szepnęła Sara z ulgą.

Pies podbiegł do niej i zaczął wesoło merdać ogonem. Mieli szczęście, że nie szczekał, jak to miał w zwyczaju, gdy się cieszył. Sara pogłaskała go po głowie i podrapała za uszami.

- Piesku, nie możesz z nami iść - mówiła do niego.

- Sara, chodź już - poganiał ją chłopiec.

- Już idę - mruknęła, ale zdążyła jeszcze raz podrapać go za uchem.

- Gdzie idziemy? - zapytała artystka, gdy opuścili podwórko.

- Do Fens - odpowiedział, jakby to było oczywiste.

- To nie tędy - złapała go za łokieć i przyciągnęła go bliżej siebie. - Chcesz, żeby złapała cię policja? Główną drogą w nocy często jeżdżą radiowozy. Trzeba iść obrzeżami.

Sam spojrzał na nią zdziwiony, ale posłusznie podążał za siostrą. Ciekawiło go, skąd Sara tak dobrze zna okolicę i wie jak niezauważoną, poruszać się w nocy po Town. Przecież przez te cztery czy pięć wschodów słońca chyba nie mogłaby tak dobrze zapoznać się z okolicą. A może wychodziła częściej, a on nic o tym nie wiedział? Poprawił plecak i rozejrzał się po okolicy. Nigdy nie był w tej części miasta i chociaż ufał siostrze, to zaczynał wątpić czy dobrze ich prowadzi.

- Sara, ty na pewno wiesz, którędy idziemy? - zapytał z powątpieniem. Niedaleko usłyszał szczekanie psa i to nie takiego małego kundelka, jak ich Kalosz. Przestraszony przyspieszył odrobinę kroku, wyprzedzając Sarę.

- Tak. A tego psa, to ty się nie bój. Jest trochę podobny do ciebie - powiedziała z uśmiechem, którego Sam nie mógł zobaczyć.

- Jak to podobny do mnie? Ten wilczur?

- No tak - potwierdziła nadal uśmiechnięta. - Nazywa się Pies - chłopiec spojrzał na nią dziwnie. - Wiem, mało oryginalne, ale to nie ja mu wybierałam imię.

- Skąd wiesz jak się wabi?

- Może słyszałam, jak jego właściciel wracając chwiejnym krokiem do domu i mówił do niego : Pies do budy? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Sam w odpowiedzi zachichotał.

- A dlaczego jest podobny do mnie? - dopytywał.

- No bo na początku zgrywa odważnego, a jak się do niego podejdzie z kijem, to od razu kuli ogon i ucieka.

- Ej! - oburzył się chłopiec. Sara zaśmiała się, a obrażony Sam wyprzedził ją żywym krokiem. Dziewczynka czym prędzej dogoniła go i doszli do bramy Fens. Szli powolnym krokiem żwirową ścieżką, rozglądając się po przestrzeni. Sam podszedł do drewnianej ławki i położył na niej swój plecak. Wyciągnął nożyce, spory kawałek cienkiego sznurka, jakiś niewielki worek i żyłkę. Sara podeszła do niego bliżej i obserwowała go, jak ten oglądał drzewa.

- Co zamierzasz zrobić? - zapytała, siadając na ławce.

- Mówiłem ci już, utrzeć nosa tej rudej amebie.

Sara westchnęła ciężko i w milczeniu obserwowała, jak skupiony Sam lata od drzewa do drzewa oglądając każde dokładnie. W końcu zatrzymał się obok jednego na dłużej i ze świadomością, że jest obserwowany przez siostrę, przywołał ją podwójnym machnięciem ręki. Artystka podbiega do niego z pytającą miną.

- Wejdź na to drzewo. Na tą gałąź - pokazał dokładnie. Dziewczynka posłusznie wykonała polecenie, chłopiec podał jej sznurek, który ona zawiązała go na gałęzi. Dziwnym trafem znajdowała się akurat nad ścieżką. Sam podał jej wcześniej nazwany kinder-niespodzianką, worek.

- Fuj. Czemu to tak śmierdzi? - skrzywiła się.

- Wolisz nie wiedzieć - powiedział z łobuzerskim uśmiechem na ustach.

Sara zawiesiła worek na sznurku i zeszła z drzewa. Usiadła ponownie na ławce i patrzyła jak jej brat majstruje coś przy tym worku, później przy ławce nieopodal drzewa i drugiej ławce, która znajdowała się na przeciwko tej pierwszej.

W końcu przyszedł do niej, założył plecak na ramiona i oświadczył, że mogą wrócić do domu. Przez całą drogę uśmiech nie schodził mu z twarzy.

*

Następny dzień zapowiadał się bardzo słonecznie. Słońce przygrzewało od samego rana, przez co bliźniaki wyjątkowo niechętne opuściły łóżka. Na w półprzytomne, leniwym krokiem wkroczyły do kuchni, w której Dexter razem z radiem podśpiewywał nieznane im piosenki, smażąc jednocześnie naleśniki. Nawet zapach ulubionego przysmaku nie zdołał do końca wybudzić Sama i Sary. Dexter przyglądał się im dokładnie, stawiając przed nimi talerze. Nawet nie zwrócił uwagi na to że nie wbiegli do kuchni jak to mieli w zwyczaju, witając go radośnie. Położył dłoń na czole Sary, ale było ono jak zwykle chłodne. Powtórzył czynność z Samem, ale on również nie miał gorączki.

- Hej, dzieciaki co z wami? - zapytał w końcu. Sara podniosła na niego zmęczone spojrzenie i ziewnęła szeroko, ale zaraz zaczęła grzebać widelcem w posiłku. - Chorzy jesteście, czy co? - zapytał bezradnie, rozkładając ramiona.

Sam wpadł wtedy na świetny pomysł i niby z poczuciem winy powiedział:

- To był zły pomysł, żeby w środku tygodnia podkradać ci horrory, Dexter - spojrzał tym samym zmęczonym wzrokiem na opiekuna. - Nigdy więcej... - pokręcił głową. - Nie będę podkradał ci filmów, oprócz weekendów i wakacji.

Dexter nie końca uwierzył w jego kłamstwo, ale nie postanowił przymknąć na to oko. Teraz ważniejszą sprawą była późna pora, a dokładnej godzina 7:40.

Dzieciaki szybko dokończyły śniadanie i ubrały się. Dex zauważył, że Kalosz chodzi za nim smutny, a gdy już zamykał drzwi wejściowe za szafką dostrzegł pogryzione buty. Dokładniej kalosze. Westchnął ciężko i przekręcił klucz.

*

Sam z napięciem oczekiwał dzisiejszego spaceru do Fens. Sara zdążyła go już poznać z panią Keesey i ze zdziwieniem stwierdził, że wczoraj to z nią Dexter dyskutował w parku. Musiał przyznać, że była miła i od razu zyskała jego sympatię.

Gdy wychodzili na tak bardzo wyczekiwany spacer, nie mógł przestać się uśmiechać. Jak zwykle szedł w parze z Sarą na końcu i radośnie wymachiwał ich złączonymi rękoma. Wszystko szło według jego planu. Ruda ameba podążała na samym początku ich pielgrzymki i nawet nie spodziewała się tak przyjemniej niespodzianki od niego. W pewnej chwili maszerująca z nimi pani Keesey zaczęła iść szybciej, chyba chciała zamienić słowo z rudą.

Nie! Czarownica była już tylko kilka kroków od tego drzewa. Rozejrzał się gorączko, nawet nie wiedząc za czym. Sara spojrzała na niego zaniepokojona, ale zrozumiała, o co mu chodzi. Specjalnie potknęła się o własne nogi, żeby ją zatrzymać. Claire natychmiast odwróciła się w jej stronę i schyliła się, aby pomóc jej wstać. W tym samym momencie wszyscy usłyszeli krzyk albo pisk rudej opiekunki. Każdy odwrócił głowę w jej stronę, po czym zgodnie wybuchnęli śmiechem.

Ruda małpa biegała dookoła z niebieskim workiem na głowie. Gdy się go pozbyła, na głowie miała jakąś ciemną maź. Dopiero po chwili Sara zrozumiała co to jest i również wybuchnęła śmiechem.

Ruda ameba miała włosy posklejane psią kupą. Z płaczem uciekła z parku, nie zważając na to że zostawia całą grupę dzieci pod opieką Claire.

- No cóż - westchnęła Claire. - Chyba w tej sytuacji, nie pozostaje nam nic innego, jak wrócić do przedszkola - powiedziała do dzieci.

*

Wieczorem, Clarie siedząc w salonie, wspominała dzisiejszy spacer. Zaśmiała się na wspomnienie miotającej się z plastikowym workiem kobiety. Komuś musiała porządnie zaleźć za skórę, że odpłacił się jej takim pięknym za na dobre.

Słyszała dokładnie każdą kroplę uderzającą o parapet i okno w salonie. Przygnębiona tak złą pogodą, podeszła do okna i wyjrzała przez nie. Oglądając zza szyby mokre podwórze, odechciało się jej iść do miejscowej biblioteki po kilka nowych książek. Dzisiejszego wieczoru będzie musiała zająć się czymś innym.

Nagle usłyszała skrzypnięcie drzwi wejściowych i ciche kroki w sieni. Claire zmarszczyła brwi. Przecież Douglas kończy pracę później.

Odwróciła się, gdy usłyszała ironiczne pytanie:

- Nie cieszysz się, że mnie widzisz?

 

 

 

*******

Dokładnie trzy tygodnie publikowałam drugi rozdział. Dokładnie dwadzieścia jeden dni temu nie spodziewałam się, że zostawicie aż 40 komentarzy! Bardzo się, że ktoś czyta moje teksty i komentuje je. Wiem, że jesteście! :*

Rozdziały staram się dodawać regularnie co trzy tygodnie. Wiem, wiem - bardzo rzadko. Ale może wynagrodzi wam to ich długość?

Co do trójeczki. Nie podoba mi się. Znowu musicie sie męczyć czytając to badziewie. Ale coż. Lubię pisać i to jest dla mnie najważniejsze. :)

Przepraszam za błędy. Moja beta nie wyrobiła się w czasie, więc tekst nie jest poprawiony.

Postaram się dodać czwórkę za trzy tygodnie, ale jeśli to się nie stanie - śmiało możecie się dobijać na GG, grozić i wyzywać nie od najgorszych. Macie na to moje błogosławieństwo. Dlatego nie przejmujcie się tym zegarem, który odlicza czas do kolejnej notki, jeśli będzie na nim 00:00:00. Nie wiem jak się go pozbyć.

Dodaję dzisiaj, bo zrobiłam sobie długi weekend. Pierwszy dzień wiosny - tylko w kalendarzu - to światowy, a przynajmniej ogólnopolski dzień Wagarowicza, więc zostałam w domu. :) A jutro zaczynają się nauki w kościele przed świętami wielkanocnymi - rekolekcje. A wiąże się z tym również dzień wolny w szkole. :)

Więc, zachęcam was do komentowania, a jeśli wam się nie chce to przynajmniej proszę was o klikanie w te łapki - zieloną lub czerwoną - w zależności czy wam się podobało. :)

ps. kilka osób pytało czy w dodawaniu komentarza, trzeba podawać swój adres bloga czy mój. Więc jeśli macie bloga, to możecie zostawić Swój adres bloga. Wtedy macie pewność, że się odwdzięczę. :)Ale jeżeli nie macie bloga to możecie zostawić to pole puste. Komentarz też wtedy się doda :)

ps2. na wszystko na nic pojawiła się informacja. Dla zainteresowanych :)

 

 

Mój GG --> 35222771

 

 

 

Pozdrawiam, Jaga20098

 

 

 


Podziel się
oceń
14
1

komentarze (52) | dodaj komentarz

niedziela, 21 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  31 751  

Publikacja następnej części opowiadania za :

Statystyki

Odwiedziny: 31751
Wpisy
  • liczba: 8
  • komentarze: 260
Bloog istnieje od: 1843 dni

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Archiwum

O mnie

Jaga20098
Nauczyłam się płakać w myślach, tam nie muszę się nikomu tłumaczyć.
***
PROSZĘ NIE KOPIOWAĆ, WSZYSTKO JEST MOJEGO AUTORSTWA I BARDZO PROSZĘ TO USZANOWAĆ.

O moim bloogu

Opowiadanie o dziewczynce, która aby znaleźć szczęście w życiu, musiała bardzo dużo wycierpieć. Pragnie znaleźć szczęście, ale utrudniają jej to źli ludzie. Kiedy po raz pierwszy się zakochuje, jej św...

więcej...

Opowiadanie o dziewczynce, która aby znaleźć szczęście w życiu, musiała bardzo dużo wycierpieć. Pragnie znaleźć szczęście, ale utrudniają jej to źli ludzie. Kiedy po raz pierwszy się zakochuje, jej świat obraca się o 180 stopni. Jak bez drogowskazów ma znaleźć drogę do szczęścia?

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki